Nasza rozmowa
Nasza rozmowa
Ból nóg, noc i cisza. Po co iść na EDK 11 raz?
Autor: Michał Bondyra
Na co dzień widzisz krzyż przy ołtarzu, a wtedy łatwo o rutynę. Ale co się stanie, gdy weźmiesz krzyż na plecy i wyruszysz nocą w 42-kilometrową trasę po błocie i w ciszy? Robert Frymark, 59-letni rolnik, na Ekstremalnej Drodze Krzyżowej idzie już 11. raz. Nas przekonuje, że to najlepszy sposób, żeby przestać „zaliczać” nabożeństwa i zacząć naprawdę słuchać serca. Sprawdź, dlaczego według niego każdy lektor powinien choć raz poczuć ten ból w nogach.
Rozmawia Michał Bondyra
- W Ekstremalnej Drodze Krzyżowej - Dziemiany idzie pan 11. raz. Dlaczego szedł Pan ten pierwszy raz?
– O trasach EDK w moim regionie dowiedziałem się z ogłoszeń parafialnych. Od razu zdecydowałem, że pójdę, bo lubię wyzwania, a że dochodził do tego jeszcze aspekt duchowy, to po prostu musiałem spróbować! Przez te dziesięć edycji zachęcałem też innych do udziału i nieskromnie powiem, że udało mi się namówić członków rodziny, kilku przyjaciół i znajomych. Udział w tegorocznej edycji będzie dla mnie nieco inny, bo kolega, który zajmuje się promocją EDK, namówił mnie i rodzinę do roli „aktorów” i lektorów w rolkach zachęcających do wzięcia udziału w tym wydarzeniu. Przy okazji kręcenia szortów miałem okazję poznać EDK z trochę innej perspektywy.
- Co było trudniejsze podczas pierwszej EDK: te kilkadziesiąt kilometrów w nogach czy walka z samym sobą w nocy, w ciszy?
Nie odczułem specjalnych trudności fizycznych czy mentalnych, bo wysiłek fizyczny mam na co dzień. Jako rolnik pracuję od wielu lat w gospodarstwie. Poza tym często przy tych pracach modlę się, więc i podczas wędrówki w EDK nie doświadczam dyskomfortu ani większych niedogodności w tym zakresie. Staram się unikać tłumu i hałasu, bo łatwiej mi się wtedy skupić na modlitwie i na tym, co naprawdę ważne. Noc, cisza i zmęczenie pomagają się zatrzymać i spojrzeć w siebie głębiej. W takich warunkach mniej rozpraszam się tym, co przychodzi z zewnątrz. Bardziej wtedy słucham serca. Myślę, że właśnie wtedy łatwiej usłyszeć Boga, bo nic nie zagłusza Jego obecności.
więcej w kwietniowym numerze KnC
w rozmowie z Michałem Bondyrą Robert Frymark
fot. arch. pryw. R. Frymarka