Nasza rozmowa
Nasza rozmowa
Wielki Post jest po to, by pobyć z Bogiem i zadbać o ludzi
Autor: Michał Bondyra
Dziennikarz, prezenter telewizyjny, autor audycji radiowych i telewizyjnych, a przez długi czas… ministrant i lektor. FRANKA COFTĘ możecie kojarzyć z Akademii Życia, Pielgrzymów Nadziei czy Projektu: Nadzieja – poruszających reportaży w TVP. Jak nadzieja łączy się z Wielkim Postem? Czym ten czas jest dla Franka? No i dlaczego tak ważne jest przebaczanie najpierw sobie, a potem innym? Przeczytajcie.
- Czy dla Ciebie co roku Post jest Wielki?
– Moja praca to ciągły pęd. Jeżdżę po całej Polsce po telewizyjnych trasach i trudno jest wtedy złapać czas na to, żeby pójść wieczorem do kościoła. Wielki Post jest dla mnie sygnałem, żeby to zrobić. Żeby się zatrzymać, żeby pójść się pomodlić, wyspowiadać. Praca w telewizji to spotkania, to sukcesy i porażki, bardziej sukcesy, bo ludzi, których poznajesz, cieszą się, że o nich mówisz. To pompuje twoje ego, a Wielki Post spuszcza trochę powietrza z tego balonika, uczy pokory. Pozwala wyhamować, przysiąść, powrócić do relacji z Bogiem, a potem też z samym sobą i z ludźmi wokół.
- Czy miałeś już w swoim życiu taki Wielki Post, który przeżyłeś wyjątkowo głęboko?
– Wciąż walczę o to, by Wielki Post przeżywać głęboko, bo w tym pędzie łatwo o tym czasie zapomnieć. Rok temu mój Wielki Post był wyjątkowy, bo dostałem swoją pierwszą większą reżyserię. To był
Projekt: Nadzieja – program, który tak naprawdę przygotowywaliśmy na Triduum Paschalne. To były spotkania o nadziei. Pierwsze z siostrą Józefą, która w Poznaniu pomaga bezdomnym, drugie – z rodziną zastępczą, która wychowuje 14 dzieci, a trzecie w toruńskim ZOLu Fundacji „Światło”, gdzie odwiedziliśmy, wraz z ojcem Marcinem Wrzosem, jego brata, którego życie całkowicie się zmieniło po wypadku komunikacyjnym. Z człowieka w pełni sprawnego został przykuty do łóżka, świadomy, ale niekomunikujący się z otoczeniem. Te trzy spotkania związane z nadzieją dały mi taki potężny sygnał, żeby się zatrzymać. To było super, że ten Wielki Post przeżywałem nie tylko w kościele przez rekolekcje i spowiedź, ale też w spotkaniu z drugim człowiekiem.
- Czy w Wielkim Poście robisz sobie też post od postów na social mediach?
– Nie, bo częścią mojej pracy jest także obecność w przestrzeni internetowej. Muszę tam być, przekazując to, co robię, ale też wyłapuję historie do kolejnych materiałów. Na pewno staram się ograniczać z rolkami, które skroluję dla zabicia czasu. Ale ja do Wielkiego Postu podchodzę nie jak do czasu ograniczania czegoś, a raczej pomnażania czegoś dobrego. Planuję wtedy spędzać więcej czasu z tymi, z którymi w tym pędzie codzienności tego nie robię. Częściej odwiedzam rodziców, ludzi, z którymi dawno się nie widziałem. Dobry był też Wielki Post, w którym regularnie chodziłem na wolontariat wśród bezdomnych na poznańskich ulicach. W Wielki Post daję sobie przestrzeń z jednej strony na to, by posiedzieć w ciszy w kościele i pobyć z Bogiem, z drugiej – by zadbać lepiej o relacje z otoczeniem.
Więcej w marcowym numerze „KnC – Króluj nam Chryste” Franciszek Cofta w rozmowie z Michałem Bondyrą
fot. Redakcja Audycji Katolickich TVP