Bez komży

KnC 12/2021

Nasza rozmowa

Nasza rozmowa

Jezus kalką Józefa i Maryi

Autor: Michał Bondyra
Z dr. hab. Mieczysławem Guzewiczem, konsultorem Rady ds. Rodziny Konferencji Episkopatu Polski oraz autorem publikacji na temat małżeństwa i rodziny, członkiem Wspólnoty św. Józefa, m.in. o relacjach w Świętej Rodzinie i o tym, co powinniśmy od niej czerpać
Rozmawia Michał Bondyra
 
Zazębiły nam się w grudniu dwa jubileusze: Rok Józefa i Rok Rodziny.
– Dla mnie to było zaskoczenie, bo tematyką rodziny i małżeństwa zajmuję się od dawna i nie pamiętam, żeby w ostatnich dekadach w jednym roku Watykan opierał się równolegle na dwóch płaszczyznach: Roku Józefa i Roku Rodziny. Pomyślałem, że to nie przypadek, a celowe działanie Ducha Świętego, którego realizatorem woli jest papież. Z punktu widzenia biblijnego ten czas trzeba nazwać rokiem łaski od Pana ukierunkowanym na małżeństwo i rodzinę i dodatkowo na rolę mężczyzny w tej rodzinie.
 
Dlaczego według Pana dobre małżeństwo jest fundamentem rodziny?
– Wiemy o tym już z Biblii. W 1. rozdziale Księgi Rodzaju w wersecie 27 znajdziemy takie słowa: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę”. Te słowa pokazują, że od początku historii ludzkości mamy parę małżeńską, rozumianą jako heteroseksualny, monogamiczny związek między mężczyzną, a kobietą. I już werset dalej Bóg błogosławi tej parze, mówiąc: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną”. Wynika z tego następczość: najpierw stworzone zostało małżeństwo, a na tym małżeństwie została zbudowana rodzina. Zresztą w nauczaniu św. Jana Pawła II bardzo mocno ten fakt wybrzmiał.
 
Nie na darmo Jan Paweł II jest patronem rodzin.
– Ten tytuł przynależy mu dlatego, bo nie było w historii papiestwa drugiego Ojca Świętego, który tyle miejsca i czasu w swoim pontyfikacie poświęciłby małżeństwu i rodzinie. Gdy odchodził do domu Ojca, zrobiono statystykę dokumentów, które pozostawił. Niech pan sobie wyobrazi, że na 80 tys. stron napisanych przez papieża aż 37 tys. dotyczyło właśnie małżeństwa i rodziny. Czyli prawie połowa całego duszpasterskiego zaangażowania Jana Pawła II była ukierunkowana na te tematy! Problematyka małżeństwa i rodziny była zresztą obecna od samego początku kapłaństwa papieża Polaka, a potem tylko rozwijana. Jan Paweł II wskazywał, że to małżeństwo warunkuje jakość rodziny. Małżeńska relacja wsparta sakramentalną mocą Jezusa jest fundamentem, jeśli chodzi o konkrety, czyli jakość potomstwa, ale i jeśli chodzi o ogół, czyli jakość życia całego społeczeństwa. Mało tego, następca Jana Pawła II – Ojciec Święty Benedykt XVI – w swoim orędziu na Światowy Dzień Pokoju podkreślił, że pokój na świecie zaczyna się od prawidłowych relacji w małżeństwie.
 
A czy można być dobrym ojcem, a złym mężem?
– To trudne pytanie. Są sytuacje, gdy małżeństwo się rozpada, a ojciec mimo to stara się bardzo dobrze wypełniać swoje ojcowskie zadania. I dobrze, że tak jest. Ideał jednak jest taki, że to jakość mojego małżeństwa, mojej miłości do żony jest podstawą do dobrego ojcostwa względem moich dzieci. Bardzo popularny w latach 90. XX wieku chrześcijański mówca i pisarz amerykański Josh McDowell, ojciec czwórki dzieci, mówił: „Najpiękniejsze, co mogę dać swoim dzieciom, to kochać ich matkę, czyli swoją żonę”. Jako ojciec trojga dzieci często powtarzam te słowa, bo one są strzałem w dziesiątkę! Krótko: żeby być dobrym ojcem, muszę inwestować w jakość swojej miłości małżeńskiej. To działa!
 
Skoro mówimy o jakości miłości małżeńskiej, to trzeba odwołać się do ideału: małżeństwa Maryi i Józefa.
– Relacje małżeńskie między Maryją i Józefem nie zostały jeszcze do końca odkryte. Zafascynowany tym tematem napisałem w zeszłym roku modlitewnik małżeński Cali Twoi Maryjo, zainspirowany kapitalnym obrazem Matka Boża Małżeńska pędzla Urszuli Rychlińskiej. Pisząc ten modlitewnik, zdałem sobie sprawę, że Maryja jest właściwym adresatem modlitw małżeństw, bo przecież sama była żoną. Aż dziwne, że do tej pory w Kościele zajmowaliśmy się kultem Maryi czy kultem św. Józefa osobno, a nie kultem ich obojga jako pary małżeńskiej! A przecież to oni, jako najdoskonalsze małżeństwo w historii ludzkości, powinni być patronami działań małżeństw i rodzin. Mam nadzieję, że ta moja książeczka będzie dobrym początkiem myślenia o Maryi i Józefie jako o parze małżeńskiej.
 
Co było niezwykłego w relacji małżeńskiej Maryi i Józefa?
– Niezwykła była ich jakość miłości. Wszystkie zapisy ewangeliczne Mateusza i Łukasza, zwane też Ewangelią Dzieciństwa, pokazują poziom odpowiedzialności, troski Maryi i Józefa za Dzieciątko. Dostrzegamy to w samym wyjściu do Betlejem pod pretekstem spisu, ale tak naprawdę w trosce o Maryję i Dzieciątko na kilka dni przed porodem. Troskę tę też widzimy w ucieczce do Egiptu. Przede wszystkim tę niezwykłą miłość małżonków dostrzegamy w tym jaką osobą był Jezus.
 
Małżeństwo Maryi i Józefa przeżywało też trudne chwile. Choćby wtedy, gdy Józef dowiedział się, że Maryja jest w ciąży, ale nie z nim.
– Gdy Józef dowiedział się, że Maryja jest brzemienna, zgodnie z prawem żydowskim, mógł wręczyć jej list rozwodowy. Gdyby tak zrobił, musiałby jako powód podać „cudzołóstwo”, co oznaczałoby śmierć dla Maryi i noszonego pod jej sercem Jezusa. List rozwodowy dałby też Józefowi wolność do związania się z inną kobietą. Ale Józef odrzucił tę możliwość, uratował Maryję i Jezusa, chcąc ją potajemnie oddalić. Oznaczało to, że wybacza jej zdradę, ale nie chce z nią być pod jednym dachem ani minuty dłużej. Dla Józefa było to jednoznaczne z życiem w samotności aż do śmierci. Dopiero interwencja Boga i Anioła nakazująca, by Józef wziął do siebie Dziecko, które poczęło się z Ducha Świętego, wyprostowała ten kryzys. Tej boskiej interwencji nie byłoby jednak, gdyby Józef nie był dla Boga kimś duchowo wyjątkowym.
 
Czy w Jezusie możemy dostrzec cechy Jego ziemskich rodziców: mamy Maryi i taty Józefa?
– Oczywiście! Niesamowita wrażliwość, delikatność, czułość, ale i empatia, i współczucie względem ludzi cierpiących, których wtedy ludzie w Izraelu odrzucali i potępiali, takich jak jawnogrzesznica, którą Jezus uratował przed kamienowaniem, czy Samarytanka, której nie potępia, pomagając jej wyjść z szóstego już związku, to cechy, które Jezus odziedziczył po mamie. Ale już nieugiętość w dochodzeniu do prawdy i bezkompromisowość przy jej obronie to cechy Józefa.
 
No właśnie, bo o Józefie wiemy niewiele…
– Niewiele może wiemy wprost, ale wiemy wiele, patrząc na zachowanie Jezusa. Trzeba wiedzieć, że na rozwój Jezusa, jako dziecka, nigdy nie miały wpływu żadne czynniki nadprzyrodzone. Napisał o tym w książce Jezus z Nazaretu papież Benedykt XVI. Jeśli to nie czynniki nadprzyrodzone działały na małego Jezusa, to musiał On być pod wpływem klimatu rodzinnego domu. A skoro tak, to męskie cechy chłonął od ziemskiego ojca – Józefa. I robił to długo: najpierw jako dziecko, potem młodzieniec, a na końcu mężczyzna… podczas pracy z ojcem. Bo przecież obaj wspólnie pracowali w zakładzie stolarskim od rana do wieczora, od 9. roku życia – bo wtedy dzieci zaczynały pracę z rodzicami, aż do momentu, gdy Jezus ukończył 28–29 lat.
 
A taka wspólna praca to nie tylko okazja do nauki, ale przede wszystkim do rozmowy.
– Tak, podczas każdej pracy ojca z synem rozmowa to coś naturalnego. Nie tylko o sprawach błahych, ale i ważnych, fundamentalnych. To przez nią buduje się piękną relację. Tak samo było z Jezusem i Józefem. To w warsztacie stolarskim podczas ich wspólnej pracy zawiązywała się między nimi więź, rozwijały się też męskie cechy Jezusa. Bo w Jezusie widzimy kalkę Józefa.
 
Józefa, którego przedstawia się jako milczącego, takiego mało lotnego poczciwotę.
– W postaci Józefa nasuwa mi się podobieństwo do Jana Tyranowskiego – krawca z Krakowa, który miał wpływ na Karola Wojtyłę. Ten krawiec z wykształcenia był księgowym, a więc człowiekiem bardzo dobrze wykształconym. I mimo że wykonywał fizyczną pracę, to też był mistykiem, który zafascynował przyszłego papieża Świętym Janem od Krzyża. Jego przykład pokazuje, że fizyczny fach może iść w parze z duchową głębią. Taki był też Józef. Zresztą wtedy cieśla to nie był zwykły rzemieślnik, sprawnie posługujący się narzędziami stolarskimi, ale ktoś, kto potrafił zaprojektować dom od fundamentów po dach, a potem go wybudować.
 
Jak dzisiejszy architekt.
– Architekt, który jest jednocześnie wykonawcą. I Józef taki był. Z jednej strony miał zdolności manualne i artystyczne, z drugiej głęboką wrażliwość duchową. Był wręcz mistykiem. A takie osoby nie są wylewne czy gadatliwe. Do tego był mężem sprawiedliwym, co wskazuje na jego niezwykłą relację z Bogiem. Był wyjątkowy, bo Bóg zatroszczył się, by przy Maryi, wybranej na matkę Syna Bożego, stał wyjątkowy mężczyzna. Dzięki temu oboje mogli stworzyć parę małżeńską idealną do wzrostu i rozwoju Syna Bożego.
 
Co z tej idealnej pary małżeńskiej mogą dziś czerpać nastolatkowie, przyszli mężowie i ojcowie?
– To, że najlepszym sposobem na przeżycie, tu na ziemi, we dwoje jest małżeństwo sakramentalne. Maryja i Józef są wzorem takiego małżeństwa. W tym wszystkim fundamentem jest też posłuszeństwo woli Boga. Dzieci w czasach Jezusa uczyły się od 5. do 9. roku życia – chłopcy w szkole przy synagodze, dziewczynki w domu. Edukacja polegała na nauce na pamięć dużych fragmentów Tory, w tym tego z rozdziału 1 Księgi Rodzaju o stworzeniu mężczyzny i niewiasty. Dzieci wiedziały, że trwały, heteroseksualny, monogamiczny związek małżeński to coś, co zaplanował dla nich Bóg. Mało tego, widziały też, że tak funkcjonuje świat wokół nich. Posiadające wiele dzieci małżeństwa były wtedy czymś naturalnym, brak potomstwa był dla małżonków dramatem. Z jednej strony posłuszeństwo wobec planu Boga, a z drugiej patrzenie na ideał małżeństwa Maryi i Józefa dziś jest szczególnie ważne. Dziś, gdy związki małżeńskie zawierane są bardzo późno, a wielu mężczyzn ma syndrom Piotrusia Pana, czyli dorosłego faceta wpatrzonego w siebie i żyjącego tylko dla doraźnej przyjemności, gdy królują wolne związki, niemające nic wspólnego z zamysłem Bożym. Także dziś, gdy w rodzinach dzieci nie mają przykładu udanych małżeństw rodziców i boją się, że im też nie wyjdzie. Wśród tych negatywnych wzorców i tendencji potrzeba jednak zaufania w to, że we współpracy z Bogiem wszystkie przeszkody da się pokonać. Że od momentu wypowiedzenia przysięgi małżeńskiej w kościele Bóg potężnie będzie błogosławił, pomagając przejść wszelkie trudności.
 
materiał powstał w ramach "Po pierwsze Rodzina!" - konkursu Ministra Rodziny i Polityki Społecznej i Pełnomocnika Rządu ds. Polityki Demograficznej

fot. Renata Sedmakova/AdobeStock


 

Komentarze

Zostaw wiadomość
Wpisz kod bezpieczeństwa
 Security code

Komentarze - facebook

Facebook - ministranci.pl

Inne bez komży

KnC 12/2021, Michał Bondyra
KnC 12/2021, Michał Bondyra
KnC 12/2021, Michał Bondyra
KnC 11/2021, Michał Bondyra

Z komżą

KnC 12/2021, ks. Jakub Dębiec
KnC 12/2021, Jędrzej Józefowicz
KnC 12/2021, ks. Krzysztof Stawicki
Zajrzyj do księgarni
Kim jestem? Pytania w drodze
ks. Jan Twardowski
KSIĄŻKA
29,90 zł 25,50 zł
Świątynia w niebezpieczeństwie
Jean-Michel Touche
KSIĄŻKA
27,00 zł 5,00 zł
Mały leksykon liturgii
Piotr Krzyżewski i ks. Jacek Zjawin
KSIĄŻKA
25,00 zł 10,00 zł

Ciekawe wydarzenia

 
Newsletter
Zapisz się i otrzymuj zawsze bieżące informacje.
Social media