Bez komży

KnC 5/2019

Nasza rozmowa

Nasza rozmowa

Rodzina ważniejsza niż medale

Autor: Michał Bondyra
Jako pierwszy Polak zdobył łyżwiarski Puchar Świata, a później złoty medal olimpijski. Pięć lat temu na igrzyskach w Soczi na dystansie 1,5 km rywala pokonał o trzy tysięczne sekundy. Przekładając ten czas na odległość okazało się, że lepszy od konkurenta był o nieco ponad… 4 cm. Przez 16 lat występów w kadrze poznał jednak nie tylko smak wielkich zwycięstw, ale i porażek. Pokory uczy go nie tylko sport, ale i codzienna służba w straży pożarnej, którą traktuje jak powołanie. Z byłym ministrantem, legendarnym panczenistą Zbigniewem Bródką spotkaliśmy się tam, gdzie zaczynał, w Domaniewicach.
Rozmawia Michał Bondyra 
 
Myślisz o pracy w straży pożarnej jak o swoim powołaniu?
– Podchodzę do pracy w straży jak do służby innym. Traktuję ją jak niesienie dobra drugiemu człowiekowi, zwłaszcza temu, który znajduje się w potrzebie. Pracuję bardziej z pasji, a nie z obowiązku czy dla pieniędzy. Zatem tak, pracę w straży tratuję jak powołanie.
 
Wróćmy jednak do Twojego powołania, czyli straży. Uratowałeś już kiedyś komuś życie?
– W straży pożarnej w Łowiczu pracuję już dziesiąty rok, więc taka sytuacja miała miejsce wielokrotnie. Ratujesz rannych z wypadków drogowych, wyciągasz ludzi z pożarów. Ostatnio na przykład podczas ewakuacji z pożaru reanimowałem jedną z osób, która podtruła się tlenkiem. Udało się ją utrzymać przy życiu do przyjazdu karetki pogotowia.
 
A zdarza się, że ratujesz ludzi po cywilnemu, bez munduru?
– Tak, zdarzało się to, gdy na przykład byłem jako pierwszy w pobliżu wypadku. Ale przecież to coś naturalnego.
 
Dlatego jest to powołanie.
– Udzielanie pomocy musisz mieć we krwi. Chęci niesienia pomocy ludziom nie można się wyuczyć, trzeba ją po prostu mieć zawsze, bo nigdy nie wiesz, co cię czeka.
 
A co, gdy ludzie w strażaku rozpoznają „tego Bródkę”?
– Chcą autograf, zrobić sobie selfie. To jest miłe, ale dla mnie najważniejsza jest pomoc człowiekowi. Najbardziej rozpoznawalny byłem chyba po zdobyciu mistrzostwa olimpijskiego. Pamiętam, że gdy wtedy gasiliśmy jakiś pożar, często słyszałem teksty w stylu: „dobrze, że się paliło, bo Bródka przyjechał”. Dziś się z tego śmieję.
 
więcej w majowym numerze "KnC - Króluj nam Chryste"
Zbigniew Bródka w rozmowie z Michałem Bondyrą

fot. R. Woźniak/KnC 

Komentarze

Zostaw wiadomość
Wpisz kod bezpieczeństwa
 Security code

Komentarze - facebook

Facebook - ministranci.pl

Inne bez komży

KnC 7/8/2019, Michał Bondyra
KnC 7/8/2019, Michał Bondyra
KnC 7/8/2019, Michał Bondyra
KnC 7/8/2019, Michał Bondyra

Z komżą

KnC 7/8/2019, ks. Jakub Dębiec
KnC 7/8/2019, ks. Jacek Zjawin
KnC 6/2019, ks. Jarosław Wąsowicz SDB
Zajrzyj do księgarni
Siedem ostatnich słów Jezusa Best
seller
James Martin
KSIĄŻKA
20,00 zł 16,90 zł
Wierzę, bo chcę! Przygotowanie do bierzmowania Best
seller
KSIĄŻKA
9,99 zł 8,50 zł
Motyle w brzuchu. Dlaczego wiara dodaje skrzydeł
Notker Wolf
KSIĄŻKA
29,90 zł 25,90 zł

Ciekawe wydarzenia

 
Newsletter
Zapisz się i otrzymuj zawsze bieżące informacje.
Social media