Bez komży

KnC 11/2018

Nasza rozmowa

Nasza rozmowa

Hołowczyc: Będąc ministrantem, łatwiej stać się silnym i prawym człowiekiem

Autor: Michał Bondyra
Krzysztofa Hołowczyca żadnemu dużemu, ale i pewnie małemu facetowi specjalnie przedstawiać nie trzeba. Legenda rajdów samochodowych, trzeci zawodnik jednego z Dakarów, zdobywca Pucharu Świata w rajdach terenowych, rajdowy mistrzostw Europy, trzykrotny mistrz Polski. Nam opowiedział o honorze, odwadze, pokorze i Bogu. No i o rodzinie wyznaczającej sens jego istnienia. Nie zabrakło czegoś ekstra dla ministrantów…
W stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości nie sposób nie zapytać o Ojczyznę. Czym dziś dla Pana jest patriotyzm?
Jestem wychowany na bohaterach romantycznych, patriotycznych, zawsze marzyłem o tym, że będę mógł komuś uratować życie, poprowadzić armię i zwyciężyć na jej czele za Ojczyznę. Jeżdżąc w rajdach i dość często wygrywając, zawsze z dumą podnosiłem flagę Polski w górę, to były takie moje małe zwycięstwa dla Ojczyzny. Ale patriotyzm to także uczciwe życie i codzienna rzetelna praca, wychowanie dzieci na porządnych, prawych ludzi. To pomoc potrzebującym.
 
A gdyby przyszło się bić o Polskę z bronią w ręku, to co by zrobił Krzysztof Hołowczyc?
– Stanąłbym i walczył. Zresztą muszę wyznać, że strzelectwo to moja wielka pasja. Śmiem twierdzić, że dość dobrze umiem posługiwać się bronią.
 
Facet z krwi i kości potrafi też płakać, przyznać się do błędu, pokazać słabość?
– Taką sytuacją słabości i łez w oczach był wypadek podczas Dakaru w 2013 r. Wiem, że trzeba z każdego wypadku wyciągnąć wnioski, aby nie powtórzyć podobnych błędów w przyszłości. Nawet chwilami myślę, że może taki kopniak od losu był potrzebny, że musiałem dostać od Dakaru jeszcze jedną lekcję pokory. Mam zwyczaj, że w takich sytuacjach natychmiast kontaktuję się z żoną. Zadzwoniłem do niej z telefonu satelitarnego. Gdy mówiłem jej, że już dalej nie pojadę, a Felipe – mój pilot – wcisnął guzik wzywający pomoc z zewnątrz, zdałem sobie sprawę, że wracam do domu, że to już koniec. Ten żal, te bardzo silne emocje spowodowały, że pojawiła się ta łza. Czułem ogromny ból fizyczny, ale z nim można sobie poradzić. Do tego doszedł ból psychiczny, wynikający z bezsilności. Z tego, że chcesz coś zrobić do końca, ale już nie możesz. 
 
A co by Pan powiedział ministrantom, którzy dziś formują się, by w przyszłości wyrosnąć na facetów z zasadami?
– Posługa świetnie uczy ministrantów poświęcenia, odpowiedzialności, bezinteresowności. Uczy też wielu innych szlachetnych i wzniosłych wartości w życiu człowieka, którym warto pozostawać wiernym, jak honor, pokora, szacunek dla innych. Myślę, że będąc ministrantem łatwiej możemy się stać silnym i prawym człowiekiem. Takim, który dla swojej rodziny będzie prawdziwym oparciem. To właśnie rodzina jest dla mnie najwyższą z wartości. W zasadzie zawsze stanowiła dla mnie sens mojego istnienia. Nie wyobrażam sobie codziennego życia, pracy, osiągania sukcesów i zdobywania trofeów, gdybym nie miał przy sobie żony i dzieci, dla których ja jestem w stanie oddać wszystko.

więcej w listopadowym numerze "KnC - Króluj nam Chryste"
w rozmowie Michała Bondyry

fot. holek.pl 

Komentarze

Zostaw wiadomość
Wpisz kod bezpieczeństwa
 Security code

Komentarze - facebook

Facebook - ministranci.pl

Inne bez komży

KnC 3/2019, Michał Bondyra
KnC 2/2019, Michał Bondyra
KnC 2/2019, Michał Bondyra

Z komżą

KnC 3/2019, ks. Patryk Nachaczewski
KnC 3/2019, ks. Jakub Dębiec
KnC 3/2019, ks. Jacek Zjawin
KnC 2/2019, ks. Jakub Dębiec
Zajrzyj do księgarni
Święty Filip Neri
Eliza Piotrowska
KSIĄŻKA
20,00 zł 16,99 zł
Brudny Bóg
Johnnie Moore
KSIĄŻKA
25,00 zł 5,00 zł
Podręczna apteczka duchowa na każdy przypadek
o. Anselm Grün OSB
KSIĄŻKA
20,00 zł 16,90 zł

Ciekawe wydarzenia