Bez komży

KnC 5/2017

Moje hobby

Moje hobby

Mój Jan Paweł II

Autor: Michał Bondyra
Zawsze marzyłem, by go spotkać. Podziwiam to, jak ufał Bogu, kochał ludzi – tych bliskich i tych potrzebujących. To on potwierdził moją drogę do kapłaństwa – mówi kleryk łowickiego WSD Bartłomiej Borowski o św. Janie Pawle II, którym fascynuje się całe życie.
Już jako czterolatek lubił chodzić do kościoła i patrzeć na służących przy ołtarzu ministrantów. – Patrząc, jak blisko są ołtarza w tych komżach, zaczęła we mnie kiełkować myśl, by zostać księdzem. Myśl, w której utwierdził mnie św. Jan Paweł II – wspomina kleryk Bartek. Zanim jednak wstąpił do łowickiego seminarium duchownego, przez 15 lat służył przy ołtarzu jako ministrant i lektor. W tym czasie fascynując się postacią papieża Polaka tak bardzo, że do dziś wszelkie możliwe kąty w rodzinnym domu pełne są obrazków, gazet, zdjęć, biletów, breloków, a nawet bombek związanych z postacią świętego papieża.
 
Najważniejszy ksiądz świata
Grotniki od Łodzi dzieli 21 kilometrów. To tam czteroletni Bartek w oblackiej parafii Niepokalanego Poczęcia NMP dostał od siostry zakonnej malutki obrazek z wizerunkiem i podpisem Jana Pawła II – pamiątkę III pielgrzymki Ojca Świętego do Polski. – Spytałem rodziców, kim jest ten pan na obrazku, a mama wyjaśniła, że to jest „najważniejszy ksiądz na całym świecie”. Spodobało mi się to i zacząłem się nim interesować – wspomina. Nauką Jana Pawła II zainteresował się nieco później. To było przy okazji VI pielgrzymki do Polski. Przylot Ojca Świętego Bartek wraz z mamą i babcią śledzili w ostatni dzień maja 1997 r. przed ekranem telewizora ustawionego na ogródku działkowym. – Patrząc na wiwatujących ludzi i łzy szczęścia mamy i babci, zacząłem się zastanawiać, kim on jest, że wywołuje takie reakcje? – mówi. Odtąd nie wystarczały mi już informacje, kiedy i gdzie się urodził i jakie ciastka lubi, zacząłem się zagłębiać w to, co mówi – przyznaje. Do dziś jego ulubionym dokumentem papieskim jest encyklika Redemptor hominis, bo jak przyznaje, to ona jest fundamentem całego pontyfikatu Jana Pawła II. To jednak nie z encykliki, a z ostatniej pielgrzymki do kraju pochodzi cytat, który kształtuje życie Bartka. „Życie ludzkie bez Chrystusa nie ma ani korzenia, ani sensu” – mówił wtedy Jan Paweł II na Błoniach. – Te słowa mają dla mnie ogromną wartość, bo są bardzo prawdziwe – przyznaje. Czasem nawiązuje do nich w codziennej modlitwie, w której zawsze wspomina polskiego papieża. – Nie zawsze są to litanie czy modlitwy, które daje Kościół. Często modlę się własnymi słowami, z serca – wyjaśnia. – Najpierw modliłem się, by został świętym, teraz za jego wstawiennictwem proszę, bym był dobrym księdzem – dopowiada.
 
O włos
Moim największym marzeniem życia było spotkanie Ojca Świętego osobiście – mówi. Dwa razy od jego realizacji był dosłownie o włos. Za pierwszym razem, gdy w 2002 r. jako ministrant wraz z grupą dzieci pierwszokomunijnych przyjechał z pielgrzymką do Rzymu. – Z dwutygodniowego programu tak naprawdę dla mnie liczyła się tylko środa i audiencja generalna, po której mieliśmy podejść do Ojca Świętego. Okazało się, że zabrakło czterech biletów, w tym dla mnie. Widząc moje wielkie rozczarowanie jedna z dziewczynek wręczyła mi swój bilecik. Cały świat stanął mi przed oczami, coś podpowiadało bym go wziął, ale nie zrobiłem tego, bo pozbawiłbym ją w ten sposób możliwości spotkania z Janem Pawłem II – opisuje audiencję w auli Pawła VI. Drugie niedoszłe spotkanie związane jest z… „KnC” i akcją, którą wymyśliliśmy i koordynowaliśmy w 2004 r. Na Rok Eucharystii wraz z biskupami przygotowaliśmy księgę zobowiązań, w której podpisywali się wszyscy byli i obecni polscy ministranci. – Czynnie brałem udział w akcji zbierania podpisów w łódzkiej katedrze. Udało się wtedy dotrzeć do setki chłopaków i panów – wspomina Bartek. W księdze widniało w sumie aż 40 tys. podpisów. To z nimi udaliśmy się z pielgrzymką do Rzymu i spotkaliśmy się z Janem Pawłem II, wręczając mu ją wraz z paramentami liturgicznymi i numerami „KnC”. – Miałem też być wtedy na pielgrzymce „KnC”, ale sytuacja rodzinna zatrzymała mnie w domu – wspomina.
 
Niezwykły różaniec
Rodzinny dom przypomina trochę muzeum. Może nie do końca, bo eksponaty, które w nim się znajdują nie są posegregowane ani opisane. Są ich tysiące. Najcenniejsze jednak dwa. – To są włosy Jana Pawła II, a to różaniec, który, gdy Ojciec Święty umierał, był w jego dłoniach – pokazuje z ekscytacją. Różaniec otrzymał w odpowiedzi na szczery list, który napisał do siostry Tobiany, przełożonej sióstr sercanek, posługujących w apartamentach Jana Pawła II w czasie jego pontyfikatu. Takich listów napisał jeszcze kilka. Między innymi do kard. Stanisława Dziwisza – osobistego sekretarza papieża czy abp. Konrada Krajewskiego – jałmużnika papieskiego. Obaj odręcznie odpisali: pierwszy z nich przesłał relikwie, drugi pomógł dostarczyć Janowi Pawłowi II ogromnych rozmiarów list, o czym za chwilę. Szafy, regały, półki uginają się od setek książek, albumów, gazet, w których są wzmianki, artykuły, zdjęcia papieża Polaka z wyboru na Stolicę Piotrową, podczas jego audiencji, pielgrzymek, no i pogrzebu, beatyfikacji i kanonizacji. Są w nich także papieskie bileciki na spotkania i Msze, zdjęcia z pielgrzymek, puzzle, breloki, a nawet bombki. – Tę wielką na stojaku dostałem na 18. urodziny od ministrantów – mówi, z dumą pokazując olbrzymią ozdobę z wizerunkiem papieża Polaka. W kartonach jest też sterta obrazków. – W sumie mam ich trzy tysiące, ale papieskich kilkaset – dopowiada.
 
Dwadzieścia pięć metrów życzeń
Jana Pawła II Bartek miał jednak okazję zobaczyć „na żywo”. – Pierwszy raz w 1999 r. w Łowiczu, do którego jechaliśmy z innymi ministrantami z łódzkiej katedry specjalnym papieskim pociągiem. Widziałem go dosłownie na wyciągnięcie ręki. Drugi – trzy lata później na krakowskich Błoniach, gdzie byliśmy z transparentem „Ministranci z archidiecezji łódzkiej kochają Ojca Świętego” – wymienia. W roku 2003 Bartek wpadł na szalony pomysł: postanowił napisać 25-metrowy list na 25-lecie pontyfikatu. – Na liście była narysowana łódź Piotrowa, z której zwisały dwie potężne sieci, a w niej masę rybek, na których życzenia wpisało blisko trzy tysiące ludzi – tłumaczy. Imponująco wyglądała jego prezentacja po uroczystej Mszy w łódzkiej katedrze. To po niej abp Władysław Ziółek – ówczesny metropolita łódzki, zwinął go i zabrał do Watykanu. – Od proboszcza katedry ks. Ireneusza Kuleszy dowiedziałem się, że staraniem abp. Krajewskiego Jan Paweł II ten list otrzymał. To był prezent od takich jak ja, którzy mimo że chcieli, nigdy nie spotkali się z Janem Pawłem II osobiście – kończy.

Michał Bondyra

fot. z arch. kl.B. Borowskiego

Komentarze

Zostaw wiadomość
Wpisz kod bezpieczeństwa
 Security code

Komentarze - facebook

Facebook - ministranci.pl

Inne bez komży

KnC 4/2024, Michał Bondyra
KnC 4/2024, Michał Bondyra
KnC 3/2024, Michał Bondyra

Z komżą

KnC 4/2024, Redakcja "KnC"
KnC 4/2024, Dominik Robakowski
KnC 4/2024, ks. Jakub Dębiec
Zajrzyj do księgarni
Gdzie spotykamy Jezusa? Pytania o kościół, sakramenty i wiarę
Albert Biesinger, Helga Kohler-Spiegel
KSIĄŻKA
29,90 zł 25,50 zł
Rachunek sumienia dla młodzieży
Ks. Dariusz Madejczyk
KSIĄŻKA
2,50 zł 2,00 zł

Ciekawe wydarzenia

 
Newsletter
Zapisz się i otrzymuj zawsze bieżące informacje.
Social media