Bez komży

KnC 12/2017

Sport

Sport

Po prostu dobry człowiek

Autor: Michał Bondyra
„Najpierw postaraj się być wartościowym człowiekiem. Sukces nadejdzie sam” – te słowa Alberta Einsteina jak ulał pasują do… Roberta Lewandowskiego.
Na warszawską Legię był „za słaby”. Policzek, który u progu kariery wymierzył mu stołeczny klub nie załamał go. Mozolnie krok po kroku budował się jako piłkarz. Wciąż doskonalił. Na szerokie wody wypłynął dzięki poznańskiemu Lechowi. Gdy odchodził jako mistrz Polski i król strzelców rodzimej ekstraklasy, mało kto pewnie wierzył w to, że za kilka lat będzie jednym z najlepszych napastników świata, bijącym absolutnie wszelkie rekordy w zdobytych golach, zarówno w reprezentacji, jak i kolejno w Borussii Dortmund, a teraz w monachijskim Bayernie. Pięćdziesiąt jeden goli w dziewięćdziesięciu jeden występach z orzełkiem na piersi, szesnaście w dziesięciu meczach skończonych właśnie eliminacji do mundialu w Rosji. O tytułach króla strzelców Bundesligi, pięciu golach w ciągu dziewięciu minut w meczu ligowym, czterech wbitych ledwie w jednym przeciw Realowi z Madrytu, nie ma co nawet wspominać. Maszynka do strzelania goli coraz bardziej doskonała. Maszynka czy jednak człowiek?
 
Po równowagę do Boga
Ogromny luksus. Dziesiątki milionów euro zarabianych co roku na kopaniu piłki, ale i na reklamach. Wille, helikopter, coraz to nowe sportowe auta. Uwielbienie kibiców na wszystkich kontynentach. Może się zakręcić w głowie, może też sprawić, że człowiek sam uwierzy w swoją boskość. Jak w tym szaleństwie pozostać zwykłym, skromnym Robertem? Kilka lat temu Lewandowski sam publicznie odpowiedział na to pytanie. Biorąc udział w akcji „Nie wstydzę się Jezusa”, przed kamerami przyznał, że jest katolikiem, który zdaje sobie sprawę z tego, że Bóg cały czas nad nim czuwa. „We współczesnym świecie wszystko idzie szybko, nieraz zapominamy o naszych wartościach i o tym, co tak naprawdę jest dla nas najważniejsze. Dlatego to wiara pomaga mi na boisku, ale też i poza nim, aby być po prostu dobrym człowiekiem i popełniać jak najmniej błędów” – to słowa kapitana polskiej reprezentacji, jednego z najlepszych obecnie snajperów globu. Tylko słowa? Nie. Gdy szczególnie na początku pobytu w Bundeslidze nie szło mu tak, jak tego oczekiwał, wsparcia i siły szukał w… kościele. – Mogłem się tam pozbyć wszystkich swoich zmartwień i obaw – przyznawał.
 
Anonimowi pomagacze
Ten kto ma dużo, chce zwykle więcej i więcej. Schemat powielany tak często, że dopiero jak jest inaczej, media odnotowują to ze zdziwieniem. Ponad milion złotych to kwota ogromna nawet dla milionera takiego jak Robert Lewandowski. Piotr Koźmiński swego czasu ujawnił, że właśnie taką kwotę Robert wraz ze swoją żoną Anią przekazał na cele charytatywne. – To bardzo ostrożne szacunki, ta kwota może być jeszcze wyższa, ponieważ o wielu ich akcjach nie wiemy, jako że Lewandowscy często wolą pozostać w tych sprawach anonimowi i robią przelewy jako „anonimowi pomagacze” – pisał w „Super Expressie” Koźmiński. Ania i Robert niedawno zostali rodzicami Klary. Nic dziwnego, że pomagając, najbardziej wyczuleni są na dramaty małych dzieci. Z przykładów, które wyciekły do mediów, często za sprawą samych obdarowanych, wiemy, że Lewandowscy przelali chociażby 100 tys. złotych na leczenie chorego na siatkówczaka obuocznego Antosia. Tyle samo dostał też trzyletni Cyprian chory na padaczkę lekoodporną. Lewandowscy co roku wspierają też ubogie rodziny w ramach „Szlachetnej Paczki”. A od trzech lat, jako ambasador UNICEF, Robert jest twarzą akcji charytatywnych. Twarz, którą finansowy „Forbes” wycenia na milion złotych za reklamę. Twarz, którą Robert użycza za darmo, by pomagać.
 
Z potrzeby serca
Franek ma kilka lat i nieuleczalną chorobę, która powoduje u niego zanik mięśni i to, że nie jest w stanie samodzielnie oddychać. Jego uśmiechnięta twarz obiegła wszystkie światowe media. Przyczynił się do tego Robert Lewandowski. Gdy kilka miesięcy wcześniej chłopak, z pomocą rodziców, napisał do swojego idola list, Robert nie pozostał na niego obojętny. Zaprosił poruszającego się na wózku kilkulatka najpierw na trening, a potem postanowił, że to on wprowadzi go na mecz z Czarnogórą wieńczący zwycięskie dla Polski eliminacje do mistrzostw świata. Robert odpiął swoją kapitańską opaskę i przypiął ją na rękę szczęśliwego Franka. „Franek to mój kolega. To była moja inicjatywa. Jego wielkim marzeniem było to, by wejść ze mną na boisko. Pierwszy raz spotkaliśmy się w hotelu. Później wpadłem na pomysł, żeby przyjechał na sobotni trening i spróbował, czy da radę wjechać i żeby ewentualnie mu pomóc. To był stres również dla mnie, żeby wszystko poszło dobrze. Franek był zrelaksowany i dał radę. Mam nadzieję, że spełniło się jego marzenie – relacjonował na antenie Polsatu Sport po meczu Lewandowski. Takiej pomocy, autografów, odwiedzin w szpitalach, krótkich rozmów Robert ma tysiące. Mimo napiętych grafików, co ważne, znajduje na nie czas. Często bez fleszy, kamer, mediów. Z potrzeby serca.
***
„Pracujemy, zarabiamy z Robertem, ale potrafimy i chcemy dzielić się z potrzebującymi” – powiedziała kilka lat temu reporterowi „Super Expressu”, oddając wszystkie pieniądze z pół tysiąca biletów ze swojego treningu fitness Anna Lewandowska. Wszystko po to, by wspomóc Dom dla Samotnych Kobiet i Matek z Dziećmi w Gdańsku-Wrzeszczu. To pokazuje, że gdy ma się zasady oparte na Dekalogu i autentycznie się nimi żyje, nawet sława i wielkie bogactwo nie są w stanie przewrócić w głowie. A jaka jest za to nagroda? Nie podziw ubóstwiających Lewandowskiego fanów, choć ten na pewno mile łechce ego, a słowa, które powie Franek po spotkaniu z nim: „Mój kolega świetnie się spisał, jednego gola strzelił”. Albo gdy szczęśliwa ze spotkania z piłkarzem w szpitalu rodzina Cypriana pisze, że dziękuje „za poświęcony czas…”, który dla nich bardzo wiele znaczy. „Wielki człowiek o wielkim sercu” – podsumowują rodzice Cyprianka. Trudno nie przyznać im racji.

Michał Bondyra
fot. UNICEF/P.Łączny

 

Komentarze

Zostaw wiadomość
Wpisz kod bezpieczeństwa
 Security code

Komentarze - facebook

Facebook - ministranci.pl

Inne bez komży

KnC 11/2018, Michał Bondyra
KnC 11/2018, Michał Bondyra
KnC 10/2018, Michał Bondyra

Z komżą

KnC 11/2018, ks. Jacek Zjawin
KnC 11/2018, Tomasz Błaszak
KnC 11/2018, ks. Jakub Dębiec
KnC 10/2018, Redakcja "KnC"
Zajrzyj do księgarni
Jezus Best
seller
James Martin
KSIĄŻKA
39,90 zł 33,00 zł
Wierzę, bo chcę! Przygotowanie do bierzmowania Best
seller
KSIĄŻKA
9,99 zł 8,50 zł
Odważni Best
seller
Randy Alcorn
KSIĄŻKA
34,90 zł 29,50 zł

Ciekawe wydarzenia

 
Newsletter
Zapisz się i otrzymuj zawsze bieżące informacje.
Social media