Bez komży

KnC 11/2016

Nasza rozmowa

Nasza rozmowa

Gorliwi jak ministranci w Kongo

Autor: Michał Bondyra
Z bp. Janem Piotrowskim, przez 10 lat misjonarzem w Afryce i Ameryce Południowej, dziś ordynariuszem kieleckim o misjach, ewangelizacji, ministranturze także tej w Kongu i Peru.
Rozmawia Michał Bondyra

Jak Ksiądz Biskup wspomina dziś swoją ministranturę?
– Mam kilka obrazów z tamtego okresu. Tego samego dnia, gdy zostawałem ministrantem, siostra przygotowywała się do bierzmowania. Słuchałem, jak się uczy i bardzo chciałem być bierzmowany razem z nią. Na szczęście proboszcz skutecznie odwiódł mnie od tego i zostałem bierzmowany jak wszyscy – w ósmej klasie. Wspominam też pielgrzymkę ministrancką na Jasną Górę rok później oraz wyjazd do Oświęcimia i to, że jako młodsi ministranci nie mogliśmy przekroczyć bram obozu koncentracyjnego. Pamiętam także pierwszy samodzielny wyjazd z roku 1966 do Krakowa na uroczystości stanisławowskie. Ministrantura była wtedy oknem na świat, dawała informacje, których nie można było zdobyć nigdzie indziej. Ten okres uczył też dyscypliny: dwa razy w tygodniu szło się na 6:30 rano do kościoła, by służyć i choć droga zajmowała 15 minut, to w tygodniu czasem mocno trzeba było się mobilizować do porannej służby. Ministrantura była też nauką szacunku do kolegów, którzy mieli inne charaktery, była też taką szkołą zasad. Do dziś pamiętam śpiewane w Niedzielę Palmową psalmy po łacinie, czas kolędy, przygotowania do dużych celebr i okres, gdy byłem prezesem ministrantów.
 
(...) Skoro mówimy tyle o ministranturze, podpytam jeszcze na koniec o doświadczenia ze służbą liturgiczną ołtarza w Afryce i Ameryce Południowej.
– Kiedy we wrześniu 1985 roku wylądowałem w Brazzaville, stolicy Ludowej Republiki Konga byłem mile zaskoczony tym, co ujrzałem: sformowanych pod sznurek ministrantów, w albach i ze złożonymi rękami. Gdy potem dotarłem do misji mojego przeznaczenia, czyli do parafii pw. Nawrócenia św. Pawła w Loubomo, też byli ministranci i to doskonale zorganizowani. Siostry zakonne uszyły im nowe alby, a ja raz w miesiącu przeprowadzałem z nimi zbiórkę. To wystarczało, by pięknie przygotowywali liturgię i co ważne mimo wszechobecnego kurzu i obowiązkowych procesji służyli zawsze w czystych strojach.
W Peru na początku ani nie było kościoła, ani ministrantów. Ci ostatni jak świątynia, pojawili się z czasem. O owocności ich posługi mogą jednak mówić moi następcy, bo ja w 2000 roku przez Kongregację ds. Ewangelizacji Narodów zostałem powołany na dyrektora Papieskich Dzieł Misyjnych i tym samym skończyłem trwającą w sumie dziesięć lat posługę misjonarza.
 
więcej w listopadowym numerze "KnC - Króluj nam Chryste"

fot. M. Bondyra

 

Komentarze

Zostaw wiadomość
Wpisz kod bezpieczeństwa
 Security code

Komentarze - facebook

Facebook - ministranci.pl

Inne bez komży

KnC 12/2025, Michał Bondyra
KnC 11/2025, Michał Bondyra

Z komżą

KnC 12/2025, ks. Rafał Wojciechowski
KnC 12/2025, ks. Jakub Dębiec
KnC 12/2025, ks. Kamil Falkowski
KnC 11/2025, ks. Kamil Falkowski
Zajrzyj do księgarni
Myśli na każdy dzień Escriva
św. Josemaría Escrivá
KSIĄŻKA
34,90 zł 29,90 zł
Podręczna apteczka duchowa na każdy przypadek
o. Anselm Grün OSB
KSIĄŻKA
20,00 zł 16,90 zł
Mały leksykon liturgii
Piotr Krzyżewski i ks. Jacek Zjawin
KSIĄŻKA
25,00 zł 10,00 zł

Ciekawe wydarzenia

 
Newsletter
Zapisz się i otrzymuj zawsze bieżące informacje.
Social media