Bez komży

KnC 10/2014

Reportaż LSO

Reportaż LSO

Telefon do Maryi

Autor: Michał Bondyra
Antek nazywa go telefonem do Maryi. Dla Rafała to drabina do nieba, a każda ze zdrowasiek to kolejny szczebel do zbawienia. Mateusz zaś po różaniec sięga codziennie wieczorem „bez żadnych przypadków i wypadków”. Ot tak, po prostu.

Antek: połączenie z Maryją
Czarne paciorki i srebrny papieski krzyż. Antek Chojnowski dostał go na Pierwszą Komunię Świętą. To ulubiony różaniec szóstoklasisty ze Szkoły Podstawowej Towarzystwa Salezjańskiego w Toruniu, który modlitwę na nim nazywa „telefonem do Maryi”. – Przez różaniec mogę jej powierzyć wszystko, ale i podziękować za to, co danego dnia było dobre – mówi ministrant. Gdy proszę go, by doprecyzował, mówi o intencjach całej rodziny i swoich osobistych. Nie chce ich zdradzać. Wie o nich tylko on, Maryja i Jezus. Zwykle po swój ulubiony różaniec sięga wieczorem. – Kleczę wtedy w swoim pokoju przy łóżku – przyznaje. Zdarza się jednak, że odmówi także jedną dziesiątkę, czasem więcej z kolegami w szkole. Szczególnie w październiku. O ludziach, którzy śmieją się z różańca, mówi wprost: nie rozumieją i nie potrafią przeżywać jego tajemnic. Tajemnic modlitwy, którą papież Leon XIII nazwał „streszczeniem całej Ewangelii”. Tajemnic różańca, czyli dwudziestu ważnych wydarzeń z życia Chrystusa i Maryi, które on rozważa zwykle własnymi słowami. – Wtedy ta modlitwa jest najbardziej gorliwa – tłumaczy. Najbardziej lubi tajemnice bolesne – szczególnie najsmutniejszą z nich – śmierć Pana Jezusa. – Bo ona pozwala mi zrozumieć sens naszego odkupienia – przyznaje rezolutnie Antek. Gdy zagłębia się w medytacji i modlitwie, nic innego dla niego się nie liczy. Stara się wzorować na Janie Pawle II, nie na darmo zwanym przecież papieżem różańca. Po zakończeniu „telefonicznej rozmowy z Maryją” czuje się wyciszony, spokojny, ale i pełny wiary. – To przez jego moc różańca – wskazuje wymownie na różaniec.

Rafał: dorosnąć duchowo
Gdy pytam o różaniec 17-letniego Rafała Makowskiego, ceremoniarza parafii pw. Miłosierdzia Bożego i św. s. Faustyny także w mieście pierników, opowiada mi o swojej sąsiadce. – Ma osiemdziesiąt lat i kiedyś powiedziała mi, że dla niej dzień bez różańca to dzień stracony – wspomina. Dziś widok zatopionej w myślach na ławce w parku czy autobusie starszej pani, która niemymi wargami odmawia kolejne zdrowaśki, uważa za jeden z najpiękniejszych. – Myślę, że do modlitwy różańcowej trzeba dorosnąć, dorosnąć duchowo, dlatego tak wielu starszych ludzi odmawia różaniec i Bogu dziękować za to, że to robią – przyznaje uczeń V LO im. Jana Pawła II w Toruniu. Sam zresztą też za różaniec chwyta codziennie. – W wiecznym zabieganiu i obowiązkach czasem trudno jest znaleźć czas na wyciszenie i refleksję, dlatego bardzo lubię się zamknąć w mojej ciemnicy i u schyłku dnia zatopić w modlitwie – tłumaczy. Wtedy Rafał odcina się od całego świata i jak mówi, staje sam na sam z Maryją i Jezusem. Choć, jak zapewnia, każdą z tajemnic rozważa w wyjątkowy, niepowtarzalny sposób, najbardziej przeżywa tajemnice bolesne. One pozwalają mu „zrozumieć Miłosierdzie Boże i bezinteresowną miłość Boga do ludzi”. – Jako syn często rozmyślam nad rozmiarem bólu i cierpienia, jaki przeżywała Maryja, patrząc na śmierć swojego jednorodzonego Syna – przyznaje. Na różańcu głównie dziękuje i uwielbia Boga za to, co ma. – Za rodzinę, przyjaciół, parafię i to, że jestem tym, kim jestem – wylicza.

Rafał: Szczebel do zbawienia
O swoich różańcach opowiada chętnie. Każdy z czterech jest dla niego wyjątkowy. Pokazując kolorowy drewniany, mówi, że dostał go od swojej mamy, gdy jeszcze był małym chłopcem. – Moja mama tłumaczyła mi wtedy, że im więcej będę odmawiał Zdrowaś Maryjo, tym większa będzie drabina do nieba, bo każda ze zdrowasiek to kolejny szczebel do zbawienia – wspomina. Kolejny różaniec Rafał Makowski dostał na Pierwszą Komunię Świętą. – Towarzyszył mi w drodze, w której zostałem ministrantem – tłumaczy, dodając, że to już dziewięć lat, jak służy przy ołtarzu. Następny to pamiątka po kanonizacji Jana Pawła II, pamiątka, która nie tylko przywołuje wspomnienia, ale ubogaca samą modlitwę Rafała. Modlitwę, która nie zawsze potrzebuje słów, bo czasem składa się „tylko” z milczenia i słuchania. Wreszcie pokazuje mi palec, na którym wciśnięta niczym obrączka widnieje drobna dziesiątka. – To prezent od mojego taty, dlatego ma on dla mnie szczególne znaczenie – ucina krótko. „Prezenty” od mamy i taty czasem wykorzystuje na wspólnej z rodzicami i siostrami modlitwie. – Zdarza się, że robimy to spontanicznie, bo ktoś tej modlitwy potrzebuje i o nią prosi. Wtedy ten nasz różaniec ma wielką siłę, bo jak powiedział sam Chrystus: „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”. A z tym nie należy się spierać – uśmiecha się. Swoje różance lubi czuć fizycznie przy sobie: „Jego obecność na palcu sprawia, że mam ogromne poczucie bezpieczeństwa, bo on przypomina mi, że przed problemami i pokusami chroni mnie swoim płaszczem sama Maryja”.

Mateusz: Bez wypadków i przypadków
Mateusz Hińczewski na pytanie o to, kiedy sięga po różaniec, odpowiada wprost: „Codziennie wieczorem, bez żadnych wypadków czy przypadków”. Licealista VIII LO w Toruniu podobnie jak Rafał też jest ceremoniarzem. W przeciwieństwie jednak do kolegi, on najbardziej lubi odmawiać tajemnice radosne. – Kojarzą mi się z radością panującą w naszym życiu – tłumaczy. Także, jak koledzy, odmawia go wieczorem najczęściej sam. Raz w tygodniu jednak robi to wspólnie z rodziną. Robi to zwykle na jednym z dwóch „osobistych” różańców, albo na tym z Pierwszej Komunii, albo na drewnianym – prezencie od księdza proboszcza. Różaniec jest dla mnie ucieczką, dialogiem z Bogiem. Na tej modlitwie nie tylko proszę głównie o zdrowie dla całej rodziny, ale i dziękuję za to, co mam, no i przepraszam za to, co nagrzeszę – wyjaśnia. Po każdej Mszy św., podobnie jak Antek, wraz z innymi kolegami służącymi przy ołtarzu „dzieli się na dziesiątki” i wspólnie się modli. Po co? – Bo kontakt z Bogiem jest dla mnie bardzo ważny, do tego wiem, że On wysłuchuje moje modlitwy.
***
Antek, Rafał i Mateusz odkłamują co najmniej trzy stereotypy: że modlitwa różańcowa to klepanie paciorków dla babć, że trudno się na niej codziennie modlić i wreszcie, że można nią kontemplować, ale tylko wtedy, gdy mamy jakieś problemy. Ich przykład pokazuje, że ten telefon do Maryi ma najczystsze z możliwych połączeń, a także nielimitowane minuty. Aż grzech z tego nie skorzystać.

Michał Bondyra

bondyra@ministranci.pl

 

UWAGA: Wasza ministrancka grupa robi coś ciekawego? Podzielicie się tym z nami! Napiszcie do nas, a byc może odwiedzimy Was i opiszemy Was w "KnC"!

Fot. z arch. bohaterów reportażu, J. Tomaszewski/KnC

Komentarze

Zostaw wiadomość
Wpisz kod bezpieczeństwa
 Security code

Komentarze - facebook

Facebook - ministranci.pl

Inne bez komży

KnC 2/2024, Michał Bondyra
KnC 2/2024, Michał Bondyra
KnC 2/2024, Michał Bondyra
KnC 1/2024, Michał Bondyra

Z komżą

KnC 2/2024, ks. Patryk Nachaczewski
KnC 2/2024, ks. Jakub Dębiec
KnC 1/2024, ks. Patryk Nachaczewski
Zajrzyj do księgarni
Trzy minuty dla życia. Od hard rocka do Jezusa
Stephan Michiels
KSIĄŻKA
26,90 zł 5,00 zł
Pijany z radości
Jean-Baptiste Hibon
KSIĄŻKA
20,00 zł 5,00 zł
Zanim jej powiesz tak
Anthony Garascia
KSIĄŻKA
10,00 zł 2,50 zł

Ciekawe wydarzenia

 
Newsletter
Zapisz się i otrzymuj zawsze bieżące informacje.
Social media