Niezbędnik ministranta

 
Św. Dominik Savio

Patroni ministrantów – Św. Dominik Savio (1842-1857)

Nie za trudne czasy na świętość

Dlaczego tak ważne jest poznawanie życiorysów świętych? Przecież nie każdego interesuje historia. Dużo bardziej aktualne wydają się być biografie sportowców, aktorów, muzyków. Fascynują nas ich dokonania, chcielibyśmy coś więcej o nich wiedzieć, bo są sławni, a ich życie wydaje się ciekawe – wszyscy o nich mówią!


Czy życie świętych może być równie interesujące? Przecież oni żyli zazwyczaj dawno temu, w innych czasach. Jednak to, co osiągnęli święci (nieważne czy żyli 1000, 100, czy 40 lat temu), jest dla nas wciąż jak najbardziej aktualne. Choć niełatwe, ale możliwe, jak o tym przekonują nas swoim przykładem. A oni osiągnęli Niebo – pełnię Bożej miłości, cel życia każdego chrześcijanina.

Nie za mało czasu
Nie byli to tylko wielcy mędrcy, biskupi, świątobliwi mnisi. Nie możemy więc tak łatwo zwolnić się z obowiązku dobrego postępowania, kierowania się w życiu miłością. Nie możemy powiedzieć, że świętość nie jest dla nas. Dlaczego? Bo świętym może zostać także 15-letni chłopak – tego uczą nas biografie świętych. Mówią każdemu z nas: świętość jest dla ciebie!
Dominik Savio (1842-1857), chłopak z włoskiej prowincji, żył tylko piętnaście lat. Wtedy choroba płuc, na którą zmarł, nie była jeszcze uleczalna. To dosyć mało czasu. Gdyby żył dzisiaj, chodziłby jeszcze do szkoły, myślałby o dalszej nauce, potem o zdobyciu ciekawej pracy. Może wstąpiłby do Zgromadzenia Księży Salezjanów, wśród których się wychowywał? Na to wszystko nie starczyło mu czasu. Nie zabrakło mu go jednak na to, by zostać świętym (a nam się tak często wydaje, że sił i czasu mamy na to zdecydowanie za mało...)

Niełatwa codzienność
Syn rzemieślnika i wiejskiej krawcowej wcale nie miał łatwego dzieciństwa. Wiadomo, jak to jest na wsi: ciężka praca, daleka codzienna droga do szkoły (tam i z powrotem 8 km! A w XIX wieku nie było autobusów) i do kościoła. Mimo to już w wieku pięciu lat Dominik służył do Mszy Świętej, a gdy skończył siódmy rok życia, przystąpił do pierwszej Komunii Świętej. W tamtych czasach tak wczesne dopuszczenie do tego sakramentu było rzadkością. Jednak o dojrzałości chłopca i jego pobożności świadczą postanowienia, zapisane w książeczce do nabożeństwa: chęć częstej spowiedzi i Komunii, pragnienie codziennej przyjaźni z Jezusem i Maryją oraz wytrwania w dobrym – „raczej umrę niż zgrzeszę”, napisał.
Aby realizować takie postanowienia wcale nie musiał zamykać się w zakonie kontemplacyjnym. Rodzice oddali go na wychowanie ks. Janowi Bosko (to chyba znany wszystkim święty?) W salezjańskim oratorium uczył się i bawił wraz z innymi chłopcami, którzy często nie mieli własnego domu, byli sierotami – jak mówiono, tworzyli oni „dziką hałastrę”, dla której ks. Bosko był ojcem, wychowawcą i przyjacielem.

Co robić?
Po jednej z nauk dla chłopców Dominik oznajmił swemu opiekunowi: „Czuję potrzebę i pragnienie, aby zostać świętym. Niech mi ksiądz w tym dopomoże”. W odpowiedzi usłyszał: „Bądź zawsze wesoły, spełniaj dobrze swoje obowiązki i pomagaj kolegom”.
To chyba całkiem niezła rada dla ministranta. Niezależnie czy ma 10, 15 czy 18 lat, czy też służy do Mszy Świętej już jako pięciolatek podobnie jak Dominik. Dodajmy do tego jeszcze miłość do Jezusa, popartą codziennymi uczynkami i systematyczne, jak najczęstsze pełne zaangażowania uczestnictwo w Mszy Świętej.
I co, nie można być świętym nastolatkiem, kiedy normalnie chodzi się do szkoły? A może często nie możecie temu wszystkiemu sprostać? Nie jesteście wtedy sami. O potrzebne siły proście Boga, za wstawiennictwem swojego kolegi ministranta – św. Dominika. Nie ma rzeczy niemożliwych!

« poprzedni   |   następny » « wróć