Mówi się, że mistrz jest tylko jeden. W Elblągu tych mistrzów było trzech. A okazałe puchary, medale i nagrody z V Mistrzostw Polski LSO o Puchar KnC rozjechały się po Polsce. Jeden ponownie trafił do Nowego Sącza, drugi powędrował do Strońska, a trzeci… pozostał w Elblągu.
By wejść na sam szczyt musieli najpierw przebrnąć trudy eliminacji diecezjalnych. Potem jako mistrzowie diecezji już w Elblągu, rozegrać dwudniowy maraton, składający się z co najmniej siedmiu spotkań. Każda ze zwycięskich ekip w pokonanym boju pozostawiła około 30 zespołów, tak samo głodnych sukcesu jak tryumfatorzy.
Powtórka z rozrywki
Do Elbląga w glorii zwycięzców z poprzedniego mundialu na Jasnej Górze jechali przeszło 14 godzin. 650 km to jednak szmat czasu. Już w diecezji traktowano ich jak mistrza. – W rozgrywkach rejonowych przegraliśmy jeden mecz z drużyną z dekanatu. Tu na pewno będzie ciężko – wszyscy zagrają na zasadzie bij mistrza – mówił ostrożnie ks. Sławomir Szyszka opiekun zespołu z parafii św. Małgorzaty z Nowego Sącza, mistrzów Polski w kategorii ministranci. – Najważniejszy będzie pierwszy mecz, jak go wygramy to jakoś pójdzie – przekonywał z wiarą. Wygrali 1:0. Poszło aż do samego końca. W finale wygrali z Radomiem 2:0 po dwóch trafieniach Michała Kubisia i naprawdę pięknym meczu. – Kluczem do naszego sukcesu była ciężka praca na treningach i… kontrataki – mówi bohater finału. – Zdecydowały umiejętności techniczne, zgranie i wola walki – uzupełnia ks. Szyszka, który jednak na pytanie o to w czym jego podopieczni są najlepsi odpowiada z uśmiechem: w służeniu.
W służeniu niezwykli, ale i w umiejętnościach czysto piłkarskich także, byli z pewnością finaliści z parafii Matki Bożej Królowej Świata w Radomiu. Wicemistrzowie zadedykowali swój sukces kolegom z Groszowic, którzy zginęli pod Nidzicą w drodze na Elbląski mundial.
Zwycięstwo ministrantów z parafii św. Archanioła w Grzybnie w meczu o najniższy stopień podium z faworyzowanym zespołem z Tomaszowa Lubelskiego, wyróżniającego się poza piękną techniką i.. długimi włosami, to na pewno duże osiągniecie. Niedosytu po zwycięskim 3:0 małym finale nie krył jednak opiekun zespołu ks. Piotr Kociniewski: „W całym turnieju przegraliśmy tylko jeden mecz z Radomiem, jedyna bramka padła fuksem”. – Udało mi się strzelić trzy bramki, choć liczyliśmy na więcej, trzecie miejsce jest też dobrym osiągnięciem – wtórował mu najlepszy napastnik drużyny Michał Mietła.
Złoto do kompletu
Do 2 maja 2010 w mistrzostwach Polski Elbląg nie zdobył dotąd tylko mistrzostwa wśród lektorów młodszych. Królowie remisów okazali się mało gościnni… remisując bezbramkowo w finale z rewelacyjnymi graczami z parafii pw. NMP Królowej Polski w Hucisku, a trofeum zdobywając dopiero rzutem na taśmę w loterii jedenastek. Choć gwoli sprawiedliwości oddać trzeba, że gdyby nie wybroniona przez bramkarza Huciska kanonada strzelecka na 20 sekund przed końcem, finał rozstrzygnąłby się już wcześniej. – Mieli trochę szczęścia, a na tego rywala czekaliśmy przez cale mistrzostwa, szkoda, że nie udało mi się strzelić bramki, bo trochę tych sytuacji miałem – mówił zaraz po finale Krystian Referski, szczęśliwy napastnik drużyny św. Trójcy. – Nikt na nas nie stawiał, bo to była drużyna skompletowana na ostatnią chwilę. O naszym sukcesie zdecydowała przede wszystkim ambicja, ale i umiejętności bo chłopcy grają w elbląskich klubach – podsumował z kolei opiekun zespołu Jerzy Piłonowicz. O brązie też zdecydowała ambicja, wola walki i jak podkreśla Jan Masztalerz z parafii św. Prokopa w Jadownikach, trochę szczęścia. Po szybkim i toczącym się przy niezwykłym dopingu meczu ministranci z Jadownik wygrali z doskonale przygotowaną do turnieju ekipą z Urzejowic 2:1. Masztalerz mimo sukcesu był jednak niepocieszony. – Ciężko było dojść do finału, ale gdy już się w nim znaleźliśmy mierzyliśmy w końcowy sukces – mówił z lekkim niedosytem.
Na ostateczny tryumf w najstarszej kategorii mieli, ci którzy już raz mistrzami byli, co prawda w innej kategorii i dwa lata temu, ale jednak. Lektorzy z łowickiej parafii Dobrego Pasterza do Elbląga przyjechali wzmocnieni posiłkami z dekanatu. – W regulaminie wyczytaliśmy, że można wziąć trzech zawodników z dekanatu. Gramy z nimi już od dłuższego czasu więc skorzystaliśmy z tej możliwości – mówił najlepszy strzelec łowiczan na poprzednich mistrzostwach Tomasz Janus, który tym razem nie tylko strzelał (10 bramek), podawał, ale i świetnie żonglował (zajął trzecie miejsce wśród najlepiej podbijających piłkę.). Do finału przeszli jak burza. Wyniki po 9:0 i 3:0 mówią zresztą same za siebie. – Poprzeczkę postawiliśmy sobie wysoko, ale doświadczenia z Łodzi gdzie wygraliśmy, by potem szybko odpaść w Częstochowie tylko zwiększają naszą determinację i wolę walki tutaj – tłumaczył opiekun drużyny Przemysław Domińczak. Determinacja była tak wielka, że mimo problemów i stojącego do ostatniej chwili pod znakiem zapytania przyjazdu do Elbląga, łowiczanie grali świetnie. – Chodziło o finanse, ale każdy z nas zrzucił się po 50 zł i szczęśliwie tu jesteśmy – przekonywał Domińczak. Jeśli gra w wykonaniu Łowiczan była piorunująca, to grę lektorów z parafii św. Urszuli w Strońsku można byłoby określić… dokładnie takim samym mianem. Wyniki 9;0, 5:1…
Dejavu? Spotkały się zatem w finale dwie warte siebie ekipy, które tym razem strzeliły po jednej bramce. Po karnych szczęśliwi byli już jednak tylko ministranci ze Strońska, mający w swych szeregach najlepszego zawodnika turnieju Adama Koniecznego. Bohaterem został jednak Mariusz Solarek. – Zdobyłem najpierw bramkę z gry, a teraz nie pomyliłem się z karnego. Łowicz był faworytem, ale najcięższy mecz rozegraliśmy w półfinale z Tomaszowem – mówił skromnie. – Do trzech razy sztuka, w końcu nam się udało. Zdobyliśmy upragnionego mistrza, choć piłka na co dzień to tylko dobra zabawa, bo na pierwszym miejscu jest modlitwa – mówił ks. Krzysztof Próg, szczęśliwy opiekun mistrzów.
To właśnie z modlitwą kojarzeni byli ci, którzy stanęli na najniższym stopniu podium – lektorzy z parafii NSPJ w Tomaszowie Lubelskim. – Jestem dumny z postawy chłopaków nie tylko na boisku ale i poza nim. Wszyscy oni byli u komunii. To powód do satysfakcji – mówił z dumą Stanisław Pyciuch, opiekun tomaszowian. A mistrzostwa? – W zeszłym roku byliśmy w finale, teraz się nie udało, ale i tak wciąż jesteśmy na pudle – dodał z uśmiechem. – W półfinale mieliśmy więcej akcji, w końcówce zabrakło konsekwencji, stąd zadowolony jestem tylko częściowo – komentował za to Michał Skiba z ekipy brązowych medalistów. Może za rok w Gdańsku do kolekcji medali dorzucą ten najszlachetniejszy?
Najlepsi indywidualnie:
lektor starszy
NAJLEPSZY STRZELEC - Dawid KARPIŃSKI (OLKUSZ)
NAJLEPSZY BRAMKARZ - Jarosław RUSEK (ŁOWICZ) nr 0 na koszulce
NAJLEPSZY ZAWODNIK - Adam KONIECZNY (STROŃSKO) nr 7
Lektor młodszy
NAJLEPSZY STRZELEC - Piotr FRAŃCZAK (Opatów)
NAJLEPSZY BRAMKARZ - Bartosz STANKIEWICZ (Elbląg)
NAJLEPSZY ZAWODNIK - Marcin DĘBOWSKI (Dolistowo)
ministrant
NAJLEPSZY STRZELEC - Dawid CZAJA (Opatów)
NAJLEPSZY BRAMKARZ - Kamil WIŚNIEWSKI (Osięciny)
NAJLEPSZY ZAWODNIK - Paweł SAGAN (Iława)
Medaliści mundialu:
LEKTOR STARSZY
1. Parafia p.w. św. Urszuli w Strońsku
2. Parafia p.w. Chrystusa Dobrego Pasterza w Łowiczu
3. Parafia NSPJ w Tomaszowie Lubelski
LEKTOR MŁODSZY
1. Parafia p.w. Trójcy Świętej w Elblągu
2. Parafia p.w. NMP Królowej Polski Hucisku
3. Parafia p.w. św. Prokopa w Jadownikach
MINIASTRANCI
1. Parafia p.w. św. Małgorzaty w Nowym Sączu - obrońca tytułu
2. Parafia p.w. Matki Bożej Królowej Świata w Radomiu
3. Parafia p.w. św. Michała Archanioła w Grzybnie
| « poprzedni | następny » | « wróć |