moto

 
Tajemnice Smyka
autor: .

Oryginalny jak jego nazwa, która w żaden sposób nie kojarzy się z motoryzacją. Do tego oszczędny i tani. A jednak zamiast niego, do produkcji wszedł mikrus. Odkrywamy tajemnice Smyka.

Ks. Konrad:
Z czym kojarzy ci się słowo smyk?

Sławek: Jak byłem dzieckiem dziadek tak na mnie mówił: „Oj ty mały smyku”.

Ks. Konrad: A z czymś jeszcze?

Sławek: To chyba taka bagażowa wersja konnych sań używana w gospodarstwach rolnych.

Ks. Konrad: No to cię zaskoczę. Smyk to także polski prototyp mega oryginalnego pojazdu.

Sławek: Brzmi interesująco. Dawaj.

Ks. Konrad: Wszystko zaczęło się w 1957 roku w Warszawskim Biurze Konstrukcyjnym Przemysłu Samochodowego. Powstał tam prototyp czteroosobowego mikrosamochodu. Niektórzy (i to wcale nie Polacy) twierdzą, że Smyk to najładniejsze mikro-auto powstałe w powojennej Europie. Napędzany był silnikiem wyjętym z kultowego Junaka o pojemności 349 cm sześciennych. Dysponował powalającą mocą 15 KM i osiągał zawrotną prędkość 70 km/h, zużywając średnio 5 l/100 km. Najciekawsze jest jednak to, że nie posiadał bocznych drzwi. Aby wejść do środka odchylało się całą czołową ścianę, która „odjeżdżała” razem z przednią szybą, a nawet kierownicą! Można to zobaczyć na You Tube w starej Kronice Filmowej.

Sławek: Wchodziło się przez przednią szybę? Niezły z niego oryginał.

Ks. Konrad: To nie koniec oryginalności. Napęd w Smyku przenoszony był łańcuchem na skrzynkę redukcyjną, w której znajdował się mechanizm różnicowy. Na postoju zatem dźwignią wybierało się kierunek jazdy (przód lub tył), a potem do dyspozycji były cztery biegi do przodu i cztery do tyłu. Ciekawostką byt także tzw. dynamostarter czyli rozrusznik i prądnica w jednym.

Sławek: Dlaczego więc nie ruszono z seryjną produkcją?

Ks. Konrad: Smyk był jak na ówczesne czasy autem niebywale interesującym, a do tego tanim i oszczędnym (w założeniu miał kosztować tylko ok. kilkanaście procent więcej od motocykla o podobnym litrażu). Osoby odpowiedzialne wówczas za dopuszczanie pojazdów na polskie drogi uznały go jednak za zbyt niebezpieczny, gdyż pasażerowie byli niezwykle narażeni na czołowe zderzenia. Przegrał wówczas konkurencję z mikrusem, który zresztą był produkowany tylko przez trzy lata.

Sławek: Czyli parafrazując Kasię Kowalska w motoryzacji: „ciągle nam brakuje szczęścia”.


Sławomir Gawelski od ponad 20 lat naprawia samochody, jest też właścicielem warsztatu. Wraz z ks. Konradem Rapiorem są pasjonatami motoryzacji

« poprzedni   |   następny » « wróć
Czy zachowuję piątkowy post od pokarmów mięsnych
TAK
NIE
[ wyniki | poprzednie ]
Głosów: 650