Ford Karton, Mydelniczka, Plastik, Zemsta Honeckera, Bakelit czy po prostu Trampek tak często z przymrużeniem oka mówiło się i wciąż mówi o „plastikowym” aucie dla mas rodem z NRD czyli kultowym już trabancie.
Ks. Konrad: Ostatnio, gdy rozmawialiśmy o smyku, mówiłeś, że kojarzy się on tobie z trabantem…
Sławek: Trabant przypomina Smyka w kształcie, ale przede wszystkim w tym, że oba były produkowane z myślą o tym, że ma to być tani samochód, na którego byłoby stać każdą rodzinę. Ponadto część prototypów smyka miało też plastikową karoserię.
Ks. Konrad: Ale kartonu nikt nie pobije. Konstruktorzy „trampka” wpadli bowiem na pomysł totalnego obniżenia kosztów produkcji i zrobili testowe nadwozia z kartonu powleczonego specjalną żywicą. Niestety w konfrontacji z deszczem czy długim przebywaniem w warunkach wilgoci, karoserie zyskiwały dodatkowe kształty i wybrzuszenia, które mogłyby się okazać zbyt futurystyczne, a przez to nieakceptowalne dla potencjalnych nabywców… (śmiech)
Sławek: Tak naprawdę to nie ma się co za bardzo śmiać, bo amerykańska stylizacja nadwozia, tylne zawieszenie oparte na sprężynach i poprzecznych wahaczach, ogrzewana tylna szyba, zagłówki siedzeń przednich, światło przeciwmgielne i wsteczne, bezobsługowy elektroniczny zapłon oraz bezwładnościowe pasy bezpieczeństwa zastosowane w tanim aucie już w 1964 roku robią z trabanta niezłego „wypasa”.
Ks. Konrad: Mieliśmy Trabanta 601, a nasz sąsiad i krewny zarazem malucha i pamiętam ciągłe spory taty z wujkiem, który jest lepszy…
Sławek: Bądźmy szczerzy, oba modele to bardziej przyrządy do poruszania się niż samochody. Choć miałem akurat „malca” to obiektywnie przyznaję, że „trochę lepszy” jest chyba trabant.
Ks. Konrad: Tata mówił zawsze, że wystarczy zabrać ze sobą kombinerki, płaski śrubokręt, klucz trzynastkę i 2 metry drutu i po drodze wszystko naprawisz. Czy to o to między innymi chodzi?
Sławek: Z maluchem jest akurat tak samo. Tu chodzi bardziej o komfort i bezpieczeństwo jazdy. Przestronne i bardzo skromnie, ale estetycznie wykończone wnętrze, duże szyby, bardzo pojemny bagażnik (415 l), niezależne zawieszenie kół, dawały niezły komfort podróżowania. Zresztą doskonałe proporcje i głównie jasne kolory nadwozia sprawiały, że był odbierany jako „większy” niż w rzeczywistości.
Zupełnie nieuzasadnionym jest nazywanie trabanta klatką śmierci. Crash testy wykonane już po zakończeniu produkcji, ku zdziwieniu dały wyniki dużo lepsze niż się spodziewano, nieraz lepsze nawet od uznanych marek np. Volkswagena Polo. Wytworzona z duroplastu karoseria przytwierdzona była do solidnej ramy, której trabant zawdzięczał sukces w testach. Sam duroplast jest materiałem niepalnym i topi się w takiej samej temperaturze co aluminium.
Ks. Konrad: Jak go więc ogólnie ocenić?
Sławek: No może niekoniecznie chciałbym się dzisiaj przesiadać na trabanta, ale skoro kluby miłośników i zloty trabanciarzy rosną, jak grzyby po deszczu, coś wyjątkowego musi w nim być…
Sławomir Gawelski od ponad 20 lat naprawia samochody, jest też właścicielem warsztatu. Wraz z ks. Konradem Rapiorem są pasjonatami motoryzacji
| « poprzedni | następny » | « wróć |