pasjonaci

 
Znak dla innych
autor: Michał Bondyra

– Bycie ministrantem, to bycie znakiem dla innych – mówi Bogdan Bagiński, z parafii pw. Św. Rodziny w żytomierskiej Sobolówce na Ukrainie. Tym znakiem stara się być od ponad 12 lat.

 

Liczącą sobie 230 osób wieś Sobolówkę od Żytomierza dzieli 50 km. Sporo w niej żyje Polaków, ale i Ukraińców. 20-letni Bogdan należy zarówno do jednych, jak i do drugich. – Moja mama jest Ukrainką, tata Polakiem – mówi, ministrant, lektor i dziennikarz żytomierskiego tygodnika „Gazeta Polska”.

  Kiedyś budował Boży Dom

W gazecie pisuje na tematy religijne, prowadzi też kącik dla dzieci. – To jest pismo społeczno-oświatowe, ale dzieciom o religii pisać trzeba, bo to fundament wychowania i molarności – mówi z przekonaniem. Ten fundament dosłownie i w przenośni budował zresztą poniekąd sam. Od ponad 12 lat, wraz z pojawieniem się sercana ks. Ryszarda Dziuby, trwa odbudowa Kościoła w Sobolówce. – Gdy byłem mały, Msza święta odprawiana była w jednej z chat. Potem w zaniedbanym budynku dawnego przedszkola wspólnie zaczęliśmy tworzyć kaplicę – tłumaczy. Wspólnie dosłownie, bo jak mówi, obok robotników, każdy z nich nosił cegły, wyrzucał śmieci. – Pamiętam, jak wracając z chłopakami z zajęć szkolnych, szliśmy do kapliczki, by tam „walczyć ze ścianami” – wspomina. Wspólny wysiłek się opłacił, teraz na miejscu małej salki, Eucharystia odprawiana jest w dużej sali, zbudowane zostały też zakrystia i salka katechetyczna, a na ukończeniu jest salka dla młodzieży.

  Dziś łowi ludzkie dusze

Na początku było ich 13. Wspólnie grali w piłkę, jeździli na rekolekcje i pielgrzymki do Matki Boskiej Bordychowskiej. Dziś z tamtej „ekipy” przy ołtarzu służy już tylko Bogdan i jego ciut starszy kolega. – Pozostali wyjechali na studia, do pracy do Żytomierza lub za granicę. Przyszli młodsi, jest ich czterech – wyjaśnia. W rozmowie z Bogdanem czuje się, że ministrantura dla niego to coś wielkiego. – Służę samemu Panu Bogu. Cieszę się, że kościół nie jest prześladowany. Bycie ministrantem to u nas wielka sprawa. – mówi. To prestiż, ale i wielka odpowiedzialność. – Trzeba dawać przykład wiary codziennym życiem od rana do wieczora – tłumaczy. I on tak też robi, służąc co niedzielę na jedynej w tygodniu mszy o godz. 11 oraz jak sam mówi „łowiąc na co dzień dusze”. – W 1998 roku drugim naszym ojcem został ks. Andrzej Sobieraj – świetny wędkarz. Przez cztery lata obok łowienia ryb na należących do państwowego zakładu rybołówstwa siedmiu stawach w pobliskiej wiosce, nauczył nas też łowić ludzkie dusze; a więc przyciągać ludzi do Boga – wyjaśnia Bogdan, dodając, że dziś choć ryb już nie łowi, dusze ludzkie wciąż tak. Czy obecnie student ekonomii, będzie robił to w przyszłości jako kapłan? – Wciąż się nad tym zastanawiam i co dzień proszę Boga, by pokazał mi właściwą drogę czy będzie to kapłaństwo czy założenie rodziny – kończy. Może więc się zdarzyć, że jego bardzo gorliwa ministrantura stanie się przedsionkiem równie gorliwego kapłaństwa…

 

« poprzedni   |   następny » « wróć
Czy zachowuję piątkowy post od pokarmów mięsnych
TAK
NIE
[ wyniki | poprzednie ]
Głosów: 650