pasjonaci

 
Teo-jazz
autor: Kasia Cudzich

Jeszcze dwa lata temu chciał rzucić wszystko. „Nie jak ja chcę, ale jak Ty Ojcze” – krzyczał na rekolekcjach ignacjańskich. Myślał, że musi iść do seminarium. Że musi rzucić muzykę. Zarzucić myśli o rodzinie, kochającej żonie i piątce dzieci. Myślał, że musi. Ale Bóg nigdy nic nie karze. Przygotował mu taki scenariusz, że sam nigdy by tego nie wymyślił.

Szkołę muzyczną rozpoczął od gry na wiolonczeli. Należał do uczniów zdolnych, ale leniwych; nie chciało mu się śpiewać solfeżu, ćwiczyć wprawek, biegać na palcach na rytmice. – Dzisiaj trochę tego żałuję – mówi Mikołaj Budniak. – Brakuje mi podstaw, czuję, że ciągnie się za mną „nieodrobiona lekcja” - dodaje. W liceum zmienił instrument na kontrabas. I tak zaczęła się jego przygoda z jazzem.

Nieświęta ziemia

Zafascynował się tą muzyką za sprawą Andrzeja Cudzicha. „Świetny kontrabasista jazzowy przyznający się w tym środowisku do Jezusa? To był jakiś unikat, kosmos… - opowiada Mikołaj w wywiadzie do Gościa Niedzielnego (artykuł z numeru 12/2010). - Jego przykład niesamowicie mnie pociągał: mogę być chrześcijaninem w tym nieświętym świecie! Andrzej stał się dla mnie drogowskazem (…). Grałem z Piotrem Baronem, Piotrem Wojtasikiem – ludźmi, którzy znali Cudzicha. I wtedy coraz częściej słyszałem z ust jazzmanów: trzeba się modlić o cud, bo Andrzej umiera na raka (…). Nagle przyszła wiadomość: Andrzej Cudzich nie żyje…”.
Dziś Mikołaj gra ze swoim zespołem utwory Andrzeja, zorganizował też kilka koncertów A tribute to Andrzej Cudzich (do najważniejszych trzeba zaliczyć koncert w Trzecim Programie Polskiego Radia). Jest też mężem jego córki… Ale to już inna historia.

Zmieniać świat
Równocześnie ze studiami muzycznymi Mikołaj podjął studia na teologii. Zawsze zaangażowany w życie Kościoła, przez wiele lat był ministrantem, prowadził grupy bieżmowanych, parafialne schole i diakonię muzyczną w Odnowie w Duchu Świętym w Zielonej Górze. Od dziecka uczestniczył też w pielgrzymkach dla nauczycieli na Jasną Górę (Warsztaty w Drodze), których inicjatorami są jego rodzice, założyciele Katolickiego Liceum. „Moja wiara była bardzo emocjonalna, choć z drugiej strony również silnie osadzona w Kościele Katolickim i w Tradycji – tłumaczy. – Brakowało mi jednak czynnika intelektualnego, racjonalnego, ściśle naukowego. Na teologii otrzymałem to, co chciałem. Mówi się, że na tych studiach można stracić wiarę – można, owszem, ale mnie udało się ją jeszcze pogłębić”.
Dziś kończy studia na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Oprócz grania koncertów jazzowych, chciałby też uczyć młodzież katechezy. W ten sposób – jak tłumaczy – może zmieniać świat. Podobnie ustosunkowuje się do muzyki. Nie chce grać dla samego grania, ale marzy o tym, by poprzez dźwięki się modlić i w ten sposób przemieniać serca ludzi. Opowiadał o tym w wywiadzie do Magazynu Muzycznego RUaH.pl (Nr 50, 2008): „Niektórzy mogą mówić, że jazz nie nadaje się do tego, by nieść wartości chrześcijańskie, często uważa się tę muzykę za „profanum” – z powodu jej pochodzenia. Wywodzi się ona przecież m.in. z różnego rodzaju klubów, które często nie mogły się poszczycić najlepszą opinią. Wszystko dokonuje się jednak w naszych duszach. Jeśli motywacją jest to, że chcemy grać na chwałę Pana Boga, nasza muzyka staje się naprawdę modlitwą”.

« poprzedni   |   następny » « wróć
Czy zachowuję piątkowy post od pokarmów mięsnych
TAK
NIE
[ wyniki | poprzednie ]
Głosów: 650