
O Renacie Mauer mówi znajoma, o olimpiadzie w Rio de Janeiro – mój cel. 22-letni Bartosz Czerniawski ma ksywkę „Snajper”, bo pomimo drobnej wady wzroku już dziś jest jednym z najlepszych karabiniarzy w Polsce.
Strzeleckie początki wcale nie zaczęły się od jego sportowej idolki, multimedalistki igrzysk olimpijskich Renaty Mauer. – Do pójścia na strzelnicę zachęcił mnie kolega, z którym zresztą razem służyliśmy przy ołtarzu. Powiedział „chodź to jest fajna zabawa”. Poszedłem, no i w strzelectwie już zostałem – wspomina swoje początki wciąż ministrant i lektor w elbląskiej parafii św. Trójcy. W Orle Elbląg szybko się rozwijał, ale sukcesów jako junior nie odnosił. – Na zawody jeździłem w zwykłej skórzanej kurtce z lat 80-tych, dżinsach, normalnych butach i ze średniej jakości karabinem. Ludzie wtedy śmiali się ze mnie, robili zdjęcia, bo zupełnie nie pasowałem sprzętowo do reszty – wspomina tamten trudny okres Bartek. Ale przed powiedzeniem sobie dość, uchroniło go wtedy to, że gdy po zawodach patrzył na tablicę wyników widział, że mimo braku sprzętu nie był na szarym końcu. Ponieważ tak wysoki poziom w Elblągu prezentował już tylko on, następnym krokiem była Flota Gdynia. – Jestem tu już trzy lata, a strzelnica znajduję się na terenie Akademii Marynarki Wojennej, w której studiuję – wyjaśnia.
Automatyzm jak u Małysza
Zaraz po zajęciach na uczelni udaje się na trening. Ten ma sześć razy w tygodniu. – W okresie przedstartowym robimy dużo złożeń bezstrzałowych, podnoszę wtedy karabin i naciskam „na sucho” spust. To by wyrobić sobie automatyzm, jak Adam Małysz w odbiciu z progu – przyznaje, dodając, że w tym okresie dużo też strzela. Jest też trening ogólnorozwojowy, a w nim pływanie i bieganie. – Pływanie wzmacnia mięśnie poprzeczne kręgosłupa, bieganie – pojemność płuc – tłumaczy. Ta ostatnia zresztą jest bardzo ważna. – Strzelamy na wydechu, a więc najpierw wypuszczam powietrze stanowiące 90 proc objętości płuc i dopiero potem oddaję strzał. Ten czas złożenia trwa u mnie 28 sekund – mówi Czerniawski.
Bartek we Flocie ma też wreszcie porządny sprzęt, a ten swoje waży, ale i swoje kosztuje. – Karabin pneumatyczny, który mam waży 4865 g i kosztuje około 2500 euro, 8 kg karabin dowolny jest wart 3000 euro. Do tego dochodzą ciężkie, specjalnie usztywniane spodnie i kurtka warte w sumie 1,5 tys. euro, no i buty za kostkę na idealnie płaskiej podeszwie, nie nadające się do zwykłego chodzenia, kosztujące blisko 180 euro – wymienia zawodnik, ale i manager sekcji strzeleckiej gdyńskiego klubu i instruktor strzelectwa w elbląskiej „grupie wodnej”.
Strzelecki maraton w Rio?
Ciągła praca fizyczna, ale i mentalna, głównie nad koncentracją i opanowaniem stresu, poparta świetną techniką, ambicją oraz dobrym sprzętem póki co zaowocowała 6 miejscem w Pucharze Polski wśród seniorów i o włos kwalifikacją na igrzyska w Pekinie. Teraz także Bartek wciąż ociera się o seniorską kadrę. Dostać się do tej ostatniej jest jednak szalenie trudno. Choć jego rekord 584 punkty na 600 możliwych uzyskany w 60 strzałach z 50 metrów w pozycji stojącej robi wrażenie. – Średnica „10” ma pół centymetra, a ja wtedy trafiłem 16 „9” – przyznaje. A jest to szczególnie na zwodach tym trudniejsze, że w konkurencjach strzeleckich choćby z trzech pozycji przebywa się 4 godziny. – W karabinie kulowym z 50 metrów oddajemy po 40 strzałów w pozycji leżącej, klęczącej i stojącej. To jest istny strzelecki maraton! – przyznaje Bartek. Na koniec pokazuje mi malutką tarczę z ledwo co widocznymi cyferkami. Wystrzelanie w niej niemalże samych „10” dać mu może medal w Rio de Janeiro, a może już w Londynie? Póki co strzeleckim zwyczajem, życzmy mu połamania lufy…
| « poprzedni | następny » | « wróć |