pasjonaci

 
Chciałbym mieć konia
autor: Michał Bondyra

W wieku 8 lat dmuchając świeczki na urodzinowym torcie w myślach wypowiadał nierealne wydawać by się wtedy mogło życzenie: „chciałbym mieć konia”. 10 lat później marzenie Patryka Dobrzyńskiego spełniło się i to poczwórnie. Dziś każdą swoją wolną chwilę poświęca Meganie, Mericie, Baronowi i Bolusiowi – własnym koniom!  

Jak sam przyznaje ten 18-letni ministrant z parafii pw. Św. Michała Archanioła w Gnieźnie o koniach może mówić dniami i nocami. Ale nie tylko mówić. Z końmi stara się być tak często jak tylko jest to możliwe. – Mieszkam w centrum Gniezna, a stajnię mamy w oddalonej o 10 km Gawinie. Codziennie pokonuję tę trasę rowerem bądź samochodem, by chociaż nakarmić moje konie – mówi tegoroczny maturzysta. Karmienie zajmuje mu średnio 45 min. Zanim jednak każdy z jego podopiecznych zje 6 kg porcję zboża, marchew, czy jabłko, trzeba ten pokarm odpowiednio przygotować. – Raz w miesiącu poświęcam trzy godziny na kupno zboża, jego zgniecenie i wymoczenie, dopiero tak przygotowane jedzenie można podać koniom – wyjaśnia. Obok jedzenia ważna jest higiena. – Czyszczenie zaczynam od grzywy, szczotkuję każdego z nich od przodu do zadu. W zimie szczotką na sucho, latem także go kąpię w szamponie dla dzieci „bambo”. Czyszczenie jednego konia zabiera mi średnio 20 minut – przyznaje.

 

Pierwsza w Gawinie, trzecia w Bielicach

– Pierwszą moją klacz dostałem sześć lat temu. Merita ma teraz 20 lat i jest w doskonałej formie – mówi Patryk o najstarszym z koni. – Ona 3,5 roku temu urodziła Meganę. Choć przygotowywałem ją do porodu, na sam poród się spóźniłem – dodaje z lekkim żalem. W stajni Patryka, którą zresztą zbudował jego ojciec Tomasz są jeszcze dwa kuce. – Barona mamy od 3,5 roku, Bolusia – ulubieńca dzieci od zeszłego roku – tłumaczy. Baronem zajmuje się brat Patryka – Szymon, który jeździ na nim na zawody. – Baron był bardzo narowisty, od razu po kupnie zauważyliśmy, że ma potencjał skokowy, a że idealnie zgrali się z moim bratem, to razem startowali w kilku turniejach – mówi, pokazując półkę wypełnioną pucharami zdobytymi przez ten niezwykły duet. Sukcesem może pochwalić się też sam Patryk. – W zeszłym roku na bryczce skonstruowanej przez tatę z Meritą zająłem trzecie miejsce w zawodach zaprzęgów w Bielicach. Startowałem tam nie tylko z amatorami ale i profesjonalistami. Udało nam się „na czysto” przejechać cały parkur, ale dwóch zawodników była ode mnie szybszych. Osiągnąłem dużo więcej niż się spodziewałem – mówi skromnie. Zrealizował w ten sposób drugie swoje marzenie. Trzecie to start w wyścigu zaprzęgów dwukonnych.

 

Myśliwskie biegi, turyści i zachwycone dzieci

Do tych majowych zawodów w Bielicach przygotowuje się wraz z końmi już od dłuższego czasu. – Najpierw Meganie zakładałem szor, czyli uprzęż służącą do przypięcia konia do bryczki, potem brałem ją na lonżę czyli taśmę, dzięki której chodziła w koło i reagowała na moje polecenia. Potem dzień w dzień przez dwa miesiące przypiąłem obie klacze do bryczki i uczyłem je chodzić noga w nogę oraz skręcać. Mam nadzieję, że do zawodów uda mi się je dobrze przygotować – wyjaśnia Patryk. Prócz zawodów w siodle, ale i w bryczce Patryk jeździ także w biegach myśliwskich w corocznych hubertusach, przewozi też chętnych turystów po pobliskich lasach królewskich oraz zachwycone Bolusiem dzieci. Uczy jeździć też niepełnosprawnego umysłowo chłopca. – W zamian za to dostaję jakieś pieniądze, czasem zboże czy słomę, co zmniejsza koszty utrzymania całej czwórki – mówi, dodając, że choć jego pasja jest naprawdę kosztowna, to bez koni nie wyobraża sobie swojego życia…

 

« poprzedni   |   następny » « wróć
Czy zachowuję piątkowy post od pokarmów mięsnych
TAK
NIE
[ wyniki | poprzednie ]
Głosów: 650