„Najdoskonalszą rzeczą jest zacząć od rzeczy najmniejszej” – ta dewiza przyświecała św. Janowi Berchmansowi, przyświeca też ks. Bogumiłowi Kowalskiemu, od pięciu lat podążającemu jego śladem.

Czarną jak smoła noc rozświetla niebieskie światło zarysowanej w kształcie globu kopuły. Gdyby nie ono trudno byłoby trafić do małego, będącego przez ćwierć wieku filialną kaplicą, wiejskiego kościoła. Jedynego zresztą takiego w Polsce. Niezwykłego w swej zwykłości, jak święty, który mu patronuje. Gorzków Nowy to siedziba św. Jana Berchmansa, belgijskiego jezuity, którego szczególnie upodobali sobie ci, którzy na co dzień służą przy ołtarzu.
Gorzkowska parafia obejmuje zresztą mieszkańców czterech innych wiosek: Gorzkowa Starego, Ludwinowa, Trzebniowa i Gór Gorzkowskich. W sumie 836 osób. Z tego 300 korzystających z pomocy państwa i księdza Bogumiła Kowalskiego. Ten ostatni, lokalny proboszcz, to sprawca całego zamieszania ze św. Janem Berchmansem, któremu wybudował nawet drewniany domek.
Tuż za rogiem
„Najdoskonalszą rzeczą jest zacząć od rzeczy najmniejszej” – ta dewiza przyświecała belgijskiemu świętemu, przyświeca też ks. Bogumiłowi, od pięciu lat podążającemu jego śladem. Zaczęło się jednak 7 km stąd. W Janowie. Tam jako wikary wraz z grupą blisko 30 ministrantów postanowił wyjechać na organizowane przez CIM, a koordynowane przez „KnC” europejskie spotkanie służby liturgicznej. Przygotowując się do pielgrzymki i spotkania z Benedyktem XVI, zaczął odkrywać ministranckiego patrona. – Nie dawało mi spokoju to, że podczas obrzędu liturgicznego przy składaniu przysięgi ministranckiej, ci ostatni mówią „św. Janie Berchmansie – módl się za nami”. A dlaczego nie św. Dominku Savio, św. Tarsycjuszu, Alojzy Gonzago czy św. Stanisławie Kostko? – wspomina. Informacje zbierał przez internet. Okazały się niewystarczające, by w Rzymie dotrzeć do kościoła pw. św. Ignacego Loyoli, w którym pochowany został święty patron. – Byłem zawiedziony, bo stojąc przy fontannie di Trevi, wystarczyło przejść ledwie 500m – z niedowierzaniem kiwa głową. Do Rzymu miał jeszcze powrócić.
Napisz o mnie książkę
Zimowisko dla ministrantów z arch. częstochowskiej w 2008 roku odbywało się w Poroninie. Chłopacy uczyli się zjeżdżać na nartach. W tym czasie księża, m.in. ks. Kowalski co wieczór głosili homilie. 15 stycznia była właśnie jego kolej. – Mówiłem o Berchmansie, nie wiedząc, że robię to dokładnie w 120 rocznicę jego kanonizacji – błysk w oczach mojego rozmówcy pojawia się zawsze, gdy wspomina o „swoim świętym przyjacielu”. Zawiedziony swoją niewiedzą, postanawia jeszcze tego samego roku zorganizować dla janowskich ministrantów konkurs wiedzy o świętym. Najlepsi pojadą z nim do Rzymu, by tym razem odnaleźć grób świętego, pomodlić się do niego i otrzeć o trumnę wydrukowany naprędce na kolorowej drukarce obraz z jego wizerunkiem. – Skontaktowałem się z prowincjałem Jezuitów o. Markiem Wójtowiczem i przedstawiłem mój pomysł. On mi na to: skoro tyle się u was dzieje wokół Berchmansa, może chcielibyście relikwie? – ks. Bogumił do dziś wspomina radość, a potem kolejny zawód, gdy okazało się, że relikwie w stolicy Włoch na nich nie czekały: „Wracałem do Janowa przybity. Modląc się przed otartym o relikwie obrazem coś szepnęło mi do ucha: „napisz o mnie książkę””.
Podświetl klęcznik telefonem
Od ojca Wójtowicza dostał kilka książek, jedną z nich po polsku. To z niej dowiedział się o Diest, rodzinnym mieście świętego. – Do wyjazdu do Belgii doszło za przyczyną… Berchmansa, on tak pokierował, bym go jeszcze w 120 rocznicę odwiedził tam, gdzie dorastał – pasja u rozmówcy nie znika. Zwrócił się do biura, które organizowało mu pielgrzymkę do Rzymu. Tam polecono mu przewodniczkę Marię Kozińską – Polkę, która na stałe mieszka w Brukseli. Z trzech parafii Diest dwie do dziś dają świadectwo życia duchowego małego Jana. W parafii św. Sulpicjusza stoi biała przykryta złotą czaszą chrzcielnica. – Co ciekawe święty chrzczony był już 14 marca 1599 roku, a więc ledwie dzień po urodzeniu – zaskakuje. Oddalony o dwa km kościół Najświętszej Maryi Panny to świadek I Komunii ministranckiego patrona. – Gdy tam dotarliśmy szarzało. Mimo usilnych starań nie mogłem nigdzie znaleźć pamiątki I Komunii. Dopiero wychodząc dostrzegłem baldachim, pod nim figurę i flamandzki napis: „w tym miejscu św. Jan Berchmans przyjął I Komunię św.” Żeby dotrzeć do tej informacji z pomocą pani Marii i ministranta Krzyśka Dąbrowskiego, który dokumentował nasz wyjazd fotograficznie, musiałem odsunąć solidny klęcznik – opisuje ks. Bogumił. Przesuwając go kapłan znów słyszy szept „podświetl klęcznik telefonem”. Robi to, odsłaniając duże, czerwone litery: „na tym klęczniku św. Jan Berchmans przyjmował I Komunię św.” Trwająca cztery kwadranse modlitwa w domu rodzinnym świętego kończy 48 godzinny wyjazd. A szkoda, bo jak się później okazuje znów ks. Bogumił coś przeoczył. – To oddalone o 5 km od Diest sanktuarium maryjne na Wzgórzu Kalek, do którego jako dziecko Jan pielgrzymował – tłumaczy, pewny, że jeszcze tam wróci.
Cicho i bez rozgłosu
Na opłatku z kolegami kursowymi ks. Bogumił opowiada o 48 godzinach w Diest. Ciągle też ubolewa, że nie ma relikwii świętego. W momencie, gdy to mówi, na pocztę elektroniczną przychodzi do niego mail. – Wiadomość z Rzymu, ojciec prowincjał ma w swoim pokoju relikwie, będę je mógł odebrać w styczniu – ulga miesza się z niedowierzaniem. Jubileuszowy rok 2008 kończy jeszcze jedna niezwykła wiadomość, arcybiskup częstochowski Stanisław Nowak proponuje księdzu Bogumiłowi probostwo w Gorzkowie. Jeszcze nie wie o relikwiach, które wkrótce trafią do rąk „przyjaciela świętego”. Ale już w lutym będzie się w kurii modlił przed relikwiarzem nowego proboszcza jedynego w Polsce kościoła pod wezwaniem św. Jana Berchmansa. Relikwie kości z rzymskiej trumny ks. Kowalski odbiera od o. Wójtowicza w Krakowie ledwie trzy dni wcześniej. Szósty lutego 2009 roku zapisze się złotymi zgłoskami w historii nowej, rodzącej się w bólach parafii, która zaczyna funkcjonować w… uroczystość Wszystkich Świętych. – Cicho i bez rozgłosu. W skromnych warunkach bez chrzcielnicy, tabernakulum – wspomina z uśmiechem początki. W pierwszy odpust 26 listopada, we wspomnienie św. Jana Berchmansa nowego proboszcza wprowadza ufundowany przez jego rodziców relikwiarz z doczesnymi szczątkami świętego…
Chlebki na dobry początek
„Minęło czterysta lat twej nieśmiertelnej chwały” – tak zaczyna się pieśń ku czci św. Jana Berchmansa. Dziś śpiewają ją podczas comiesięcznej adoracji Najświętszego Sakramentu gorzkowscy ministranci i lektorzy. W sumie 24 chłopaków. – Na pieśń natrafiłem szukając śladów kultu w Kanadzie, w której po tym, jak w 1920 roku Benedykt XIV ogłosił Jana Berchmansa patronem młodzieży, tamtejsi księża robili wszystko, by jego postać przybliżyć – wyjaśnia ks. Bogumił. – Chcieli, by młodzi naśladowali go w wierności rzeczom małym – dodaje. Wersja śpiewana dziś w Gorzkowie pochodzi z tłumaczenia Reginy Pajączek. W oryginale nie zachowała się melodia, tę stworzył janowski organista Zbigniew Rogóż. Prócz strawy dla ducha (pieśni ku czci świętego) gorzkowscy wierni mają też coś dla ciała. Specjalne chlebki św. Jana Berchmansa, które w pierwszych miesiącach istnienia parafii proboszcz wydaje w każdą niedzielę po 26 danego miesiąca. – Ten przepyszny chleb piekli jedni państwo z Ludwinowa, co miesiąc 20 bochenków. Kroili je na małe fragmenty, ja dodawałem obrazek świętego potarty o jego relikwie i tak rodził się kult Berchmansa w naszej parafii – wspomina rok 2009.
Litania i dekret...
więcej w styczniowym numerze "KnC-Króluj nam Chryste"
Michał Bondyra
fot. R. Woźniak
![]()
![]()
![]()
![]()
| « poprzedni | następny » | « wróć |