| fundamenty |
| 05/2010 |
Spoglądając na dzisiejsze działania marketingowe firm i korporacji, które tworzą kolorowe i stale prześcigające się promocje czy rabaty, nie trudno się zorientować, że stosowane są one po to, by wzbudzić w człowieku chęć posiadania reklamowanego dobra czy usługi. Samo hasło produktu powinno już wywołać w nas pewne zainteresowanie, które następnie zamieni się w chęć zakupu, (w najlepszym dla firm wypadku chorą pożądliwość natychmiastowego zakupu). To z kolei czasem rodzi w człowieku chciwość, która jest niczym innym jak chorobliwą zachcianką posiadania.
Jest jeszcze inna choroba - zazdrość, przejawiająca się z kolei jakimś wewnętrznym niepokojem. Wyraża się to tym, że ktoś czuje urazę i zawiść w stosunku do drugiej osoby, która odniosła sukces, posiada więcej zalet, czy ma większą umiejętność w nawiązywaniu kontaktów z ludźmi.
Zazdrosnym można być z powodu czyjejś urody, większego powodzenia, większych mięśni. Zazdrość można odczuwać w stosunku do kogoś za dokonania, awanse, większą siłę przebicia. Zazdrość, bo ktoś dostał więcej, jest bardziej szanowany, więcej zarabia. Przykładów można mnożyć i wyglądało by to jak pajęcza sieć, która owija nasze życie i zwyczajnie nie pozwala, byśmy spoglądali na drugich z braterską miłością.
Zazdrość odsuwa nasze czyny i słowa od inicjatywy kontaktu, od chęci nawiązania lub naprawienia zepsutych relacji. Źle wpływa na obraz drugiej osoby w naszych oczach i stawia ją w krzywym, nierzeczywistym zwierciadle. Odrzuca myśl o tym, że mimo narastającej niechęci do kogoś, należy wyciągnąć rękę i starać się na tyle, na ile jesteśmy zdolni spróbować powalczyć o lepsze więzi. Zazdrość z pewnością je niszczy i nie pozwala wyzwolić z nas „wielkich sercem” ludzi.

