| formacja |
| ks. Jacek Zjawin | 05/2010 |
Gdy ktoś zapyta małego Jasia albo Kasię: „Kim będziesz jak dorośniesz?”, to najczęściej usłyszy wypowiedziane z wielką dumą i przejęciem: policjantem, żołnierzem, piłkarzem, nauczycielką, lekarką, modelką…. Każdy z nas zapewne zastanawiał się kiedyś kim zostanie w przyszłości.
Na początku zapewne mówiliśmy o tych zawodach, które nam się z jakiś powodów podobały. Może zafascynowała nas konkretna osoba, może obejrzany film, a może chcieliśmy naśladować naszych rodziców. W miarę upływu lat, podczas nauki i zabawy odkrywamy swoje zdolności i talenty. Jeśli mamy problemy na lekcjach „wuefu” to musimy zrezygnować z marzeń o karierze sportowej, jeśli nie lubimy biologii to zawód lekarza nie jest najlepszym pomysłem. Potem przyjdzie szkoła średnia, matura, studia i coraz bardziej będziemy się zbliżać do bycia dorosłym i do konkretnej pracy zawodowej, założymy szczęśliwą rodzinę…. ale… zaraz, zaraz – przecież to gazeta dla ministrantów – tyle linijek tekstu i jeszcze ani słowa o powołaniu i o Panu Bogu?
Kiedy czytamy Pismo Święte i przyglądamy się powołaniu takich gigantów historii zbawienia jak np.: Abraham i Mojżesz to czujemy się jak w filmie: obłok, ogień, głos z nieba… czy ktoś z was miał już takie doświadczenie w „realu”? Mam nadzieję że nikt. Czym więc jest powołanie, skoro często mówimy o kimś: to jest lekarz z powołania, to jest nauczyciel z powołania, a o każdym księdzu mówimy, że skoro wstąpił do seminarium to musiał mieć powołanie do kapłaństwa? Czy powołanie to jakieś nadzwyczajne objawienie się Pana Boga, który mówi nam co mamy w życiu robić? A może gdzieś w Piśmie Świętym są zakodowane informacje na temat naszej przyszłości? Jak rozpoznać swoje powołanie? Jak się z nim nie rozminąć?
Rozpoznawanie powołania zaczyna się zwyczajnie, tak jak początek tego tekstu. To może być pytanie „Kim będziesz jak dorośniesz?” i nasza szczera odpowiedź. Jest tak dlatego, że Pan Bóg towarzyszy nam od momentu naszego poczęcia w łonie Mamy i już wtedy ma dla naszego życia konkretny plan – powołanie. Wszystko co nas spotyka: radości, sukcesy i porażki – to elementy tego Bożego planu. Pan Bóg stopniowo nam pokazuje, czego od nas oczekuje. Gdybyśmy już w dzieciństwie dowiedzieli się kim będziemy za 20, 30 lat, to pewnie byśmy się przerazili. To jest tak jak z wędrówką krętą drogą na szczyt góry. Dochodzimy do jednego zakrętu i widzimy kolejny odcinek, ale szczytu wciąż nie widać. Wielu z nas pewnie by się poddało, gdyby na samym początku zobaczyło jak daleko jest szczyt. Wielu, ale nie wszyscy – znam takie osoby (sam do nich nie należę) które już „od piaskownicy” doskonale wiedziały co będą robić gdy dorosną. Zrealizowały swoje plany, które okazały się zgodne z planami Pana Boga i są teraz szczęśliwymi lekarzami, nauczycielami, księżmi z powołania.
Moje powołanie. W szkole podstawowej dosyć dobrze się uczyłem ze wszystkich przedmiotów. Największe problemy miałem z geografią i historią. Najbardziej lubiłem matematykę i fizykę, przypuszczałem więc że pójdę w ślady Taty – na Politechnikę i zostanę inżynierem. Rodzice posłali mnie do szkoły muzycznej, gdzie odkryłem talent do gry na gitarze, jednak nie wiązałem z nim swojej przyszłości. W liceum wybrałem profil matematyczno – fizyczny i znowu pojawiła się myśl o Politechnice. Przez cały czas byłem gorliwym ministrantem, ale nigdy służąc do Mszy Świętej nie pomyślałem o tym, że ja sam będę ją kiedyś celebrował. Nie pomyślałem do pewnego momentu. To było na początku ostatniej klasy szkoły średniej, kiedy nagle pojawiło się w głowie takie pytanie: a może ja mam być księdzem? Zadawałem je sobie przez kilka miesięcy, przygotowując się do matury. Pytałem znajomego księdza co o tym sądzi. Modliłem się, czytałem mądre książki i Pan Bóg stopniowo przemieniał to moje pytanie w odpowiedź:” Tak, idę do seminarium”. Dodam, że początkowy niepokój zamienił się w pokój serca i radość, które są także znakiem odkrywania powołania.
To moje odkrywanie nie skończyło się w seminarium, nie skończyło się także po święceniach kapłańskich – każdego dnia na nowo odkrywam swoje powołanie. Czego Pan Bóg ode mnie oczekuje, jakim mam być księdzem? W radościach i trudnościach codzienności towarzyszy mi jednak to przekonanie: jestem na właściwym miejscu. Nie twierdzę, że odkrywanie i realizowanie powołania to „bułka z masłem”. Jest w tym oczywiście wiele znaków zapytania i walki z siłami, które dobrze znamy, a które nie chcą byśmy byli szczęśliwi. Jest zmaganie o wierność Panu Bogu w modlitwie, w dobrym przeżywaniu Mszy Świętej, walka o czystość serca przy kratkach konfesjonału, walka z lenistwem przy wypełnianiu codziennych obowiązków…. Powołanie to droga, której końcem jest wieczność z Bogiem – tam dopiero rozpocznie się radość bez cienia smutku, miłość bez ciężaru krzyża, życie bez strachu.
Kim będziesz jak dorośniesz? Czy już o tym myślałeś? Zapytaj Pana Boga i potem uważnie przeżywaj każdy dzień. Pan Bóg stopniowo pokaże Ci jakie powołanie dla Ciebie zaplanował.
Zapytaj Tatę, Mamę, babcię, dziadka, wujka, ciocię lub innych dorosłych znajomych w jaki sposób odkryli swoje życiowe powołanie. Na pewno chętnie podzielą się z tobą ciekawymi historiami ze swojego dzieciństwa i młodości. Może w tych historiach odkryjesz coś, co sam już teraz przeżywasz…
| ks. Jacek Zjawin |

