| fundamenty |
| Michał Gramacki | 03/2010 |
Chciwość. Była, jest i będzie. Póki człowiek utożsamia wartość z bogactwem, dobrami, zaszczytami i prominentnymi stanowiskami. Póki zawsze będzie chciał więcej niż ma jego sąsiad, szef czy znajomy. Póki będzie chciał lepszych pozycji w społeczeństwie i ważniejszych funkcji w pracy.
Motto chciwego brzmi: więcej, więcej, więcej. Chorobliwe uzależnienie od posiadania, od pożądania rzeczy materialnych, od chęci, by ludzie postrzegali, że jest się kimś ważnym, co w rzeczywistości często mija się z prawdą.
Jest wiadomym, że wielu z nas może stać się bogatymi, bo przez swą ciężką i rzetelną pracę, albo nabyte umiejętności i talenty dorobi się tego czy owego. Wielu z nas może dzięki wieloletniej i uczciwej pracy awansować na stanowiska menedżerów, dyrektorów i członków rad nadzorczych wielkich korporacji. I to wszystko nie ma nic wspólnego z chciwością, jedynie z dobrą motywacją, ambicją i kreatywnością, ale też przysłowiowym łutem szczęścia. To ostatnie potrzebne jest przecież każdemu.
Ale wróćmy do spraw ważniejszych i tych wynikających z naszych dobrych działań, dających wymierne efekty. Mając już coś do zaoferowania decydujemy, czy stać się wielkodusznymi czy chciwymi. Czy pomóc naprawdę tym, którzy na to czekają, czy zamknąć się w niewolniczym pędzie za czymś „więcej”.
Chciwość to właśnie brak umiejętności dzielenia się z innymi. To wyliczanie zysków i strat, które się poniesie w trakcie różnych działań. Ile się na tym skorzysta, ile zarobi?
Trzeba pamiętać o kilku prostych wskazówkach: bogactwo człowieka nie jest mierzone stanem jego konta bankowego i wartością nieruchomości, które się posiada. Jego miarą jest bezinteresowność i ofiarność dla drugich. Bo tak, jak przychodzimy na ten świat, tak kiedyś z niego odejdziemy. Warto, by tym co po nas pozostało, było dobro.
| Michał Gramacki |

